Analiza składu #6 -> marynowane tofu w kremowej papce, warstwa słodkiego kremu, a dodatkowo gulasz w kostce

Przyszedł czas na kolejną, szóstą już analizę składów. Tym razem bohaterem jest.. przede wszystkim tofu, choć pisałam już zarówno o tym naturalnym, jak i o wędzonym. Dlaczego? Ów bowiem jest marynowane, przez co w składzie posiada kilka elementów. Toteż chciałam sprawdzić, czy wciąż faktycznie pozostało takie zdrowe – a może lepiej nie kupować marynowanego serka sojowego? O tym dowiemy się w dzisiejszym tekście, dodatkowo zasłodzę Was krówkowym kremem, który ponoć ma stanowić zdrową słodycz, a wszystkie elementy jego składu pochodzą z rolnictwa ekologicznego. Ów dwa produkty to również część bazy do „Owsianki kremowej” – jednego z moich ulubionych przepisów, którymi mam zamiar się dziś z Wami podzielić.

Co na deser? Wyjątkowo, danie główne: gulasz sojowy, czyli obiad w pół godziny, wymagający od nas jedynie zalania produktu wodą, a potem postawienia na gazie. No, i mieszania co jakiś czas. Szybko, prosto. Smacznie? Zdrowo? Jeśli chodzi o pierwsze, już mogę potwierdzić, jeśli zaś mówimy o drugim – dowiecie się w dalszej części tekstu. Zapraszam do czytania!


Tofu marynowane „Lunter”. Czyli produkt dostępny w większości sklepów spożywczych, w tzw. „wege lodówkach”, a 180-gramowe opakowanie kosztuje w granicach 3-4 złotych. Od naturalnego sojowego serka różni go nieco brudny, beżowy kolor oraz zanurzenie w dość skromnej ilości marynaty, jakby tylko posmarować delikatnie pędzlem. Pachnie aromatycznie, słono, aczkolwiek ciekawie. W strukturze miększe od neutralnego kuzyna, delikatniejsze, posiada specyficzny, słonawy smak z nutką przypraw. W sumie to mój ulubiony rodzaj tofu. Sam producent na opakowaniu poinformował nas, iż jego produkt nie zawiera cholesterolu, substancji konserwujących, GMO, glutenu, laktozy, sztucznych składników, jest wegański i bogaty w białko. Prawda to? Spójrzmy na dane dotyczące kaloryczności, a następnie na skład.

                Kalorie        Białko          Tłuszcze         Węglowodany       Błonnik

100 g       141 kcal         13,9 g            8,8 g                2,7 g                         —

 

Skład: tofu (woda, nasiona soi), marynata 8% (woda, sos sojowy (woda, ziarna soi, ziarna pszenicy – nie zawiera glutenu, sól), olej rzepakowy, cebula, sól, czosnek, mieszanka przyprawi mieszanka ziół).

Wiadomo, że samo tofu składa się z soi oraz wody – czyli jak na razie nie mamy nic szkodliwego, jedynie pełny białka strączek. Jako składniki marynaty przede wszystkim sos sojowy, jednak i jego zawartość wydaje się być bardzo dobra: nawet obecne tam ziarna pszenicy pozbawione zostały glutenu, przez co ów produkt odpowiedni jest dla osób chorujących np. na celiakię. W samym sosie natomiast tego zboża jest na tyle mało, iż nie wyrządzi ono żadnych szkód naszemu zdrowiu.

Dalej – olej rzepakowy, rzecz jasna zdrowy, o świetnych proporcjach kwasów omega-3 do omega-6, był przecież o nim cały tekst! Cebula – też pisałam. Muszą jej być tu jednak śladowe ilości, w formie proszku, w końcu samej marynaty mamy jedynie 8%. Trochę soli, czosnku oraz różne zioła i przyprawy. Jak widać, skład godny pochwały! Wszystkie jego elementy z łatwością rozpoznaliśmy, nie ma tutaj dla nas nic niezrozumiałego 😉

Z tego też powodu produkt ów z pewnością zostanie wysoko oceniony zwłaszcza, iż – jak wspominałam – to mój ulubiony smak sojowego serka. Wykorzystuję go głównie w owsiankach, wszelakich papkach, omletach, kremach śniadaniowych albo wkładam w kanapkę – co widać na powyższym zdjęciu. Tofu marynowane świetnie sprawdzi się również w gulaszach, zupach, potrawkach, sosach, zapiekankach, koktajlach, wypiekach, nawet deserach, dla mnie bowiem ów aromat pasuje zarówno do dań słodkich, jak i wytrawnych. Choć założę się, że niektórzy o tych pierwszych nie myślą ze zbyt wielkim entuzjazmem 😀

Samo w sobie posiada znacznie więcej kalorii od naturalnego tofu (głównie białko + tłuszcze) to ze względu na zawartość marynaty, lecz może wynikać również np. ze stosunkowo wyższej ilości soi. Nie patrzymy w ocenie jednak na kaloryczność, tak więc – spoglądając na skład + lubiąc dzisiejszy produkt – mogę dać mu z zadowoleniem 5 w 6-stopniowej skali. Co prawda nie maksimum, jedynie ze względu na sporą obecność dość szkodliwej soli.


Krem orzechowo-kakaowy „Super Krówka”. Dostępny w Rossmannie, za 190-gramowe opakowanie należy zapłacić ok. 14 złotych. Istnieje również wersja pistacjowo-kakaowa. Oprócz wspomnianej drogerii, internetu i wegańskich targów, nigdzie indziej jeszcze nie natrafiłam na tych bohaterów. Orzechowo-kakaowy natomiast pachnie bardzo słodko, tak też smakuje. Czuć głównie słodycz połączoną z lepiącą się karmelowością. Po otwarciu słoika natychmiast w oczy rzuca się 2-3 milimetrowa, wytrącona na powierzchni warstwa oleju z takimi jakby „kropeczkami”. Sam produkt posiada brązowy, wyrazisty kolor, a także naprawdę twardą strukturę. Nie wiem, czy widać to na zdjęciu, jednak bardzo trudno było mi nabrać go na łyżeczkę, nadaje się bardziej do krojenia, co uniemożliwia również wyjadanie prosto ze słoika – jak np. masło orzechowe. Po podgrzaniu natomiast (np. poprzez włożenie do omleta, owsianki bądź wyłożeniu na wierzch ciepłego dania) staje się płynne, lepkie, przyjemne w smaku czy konsystencji. Dlatego też nie wyobrażam sobie zajadania ów bohatera inaczej, niż w gorącej, słodkiej potrawie.

                Kalorie         Białko        Tłuszcze         Węglowodany        Błonnik

100 g       531 kcal        4,5 g            33 g                  51 g                        5,3 g

 

Skład: cukier kokosowy*, mleko kokosowe w proszku*, pasta z orzechów laskowych 12%*, olej słonecznikowy*, guma arabska (błonnik z akacji)*, proszek kakaowy o obniżonej zawartości tłuszczu 5%*, masło shea, olej kokosowy*, emulgator: lecytyna słonecznikowa*.

*Surowce pochodzące z upraw ekologicznych.

Patrząc na kalorie, widzimy głównie węglowodany, trochę tłuszczy i malutko białka, również pewną ilość błonnika. Należy jednak założyć, iż takiego kremu nie możemy zjeść w dużej ilości. W składzie na pierwszym miejscu cukier kokosowy, nieco zdrowszy (+ zdecydowanie droższy) odpowiednik białego cukru, pochodzi on z palmy kokosowej, posiada zaś nieco karmelowy posmak. Na korzyść można powiedzieć, że jego IG jest niższy od białego kuzyna, ma także nieco właściwości zdrowotnych. Mleko kokosowe w proszku natomiast to nic innego, jak zmielone na naprawdę drobny pył wiórki kokosowe, które po zmieszaniu z wodą tworzą ów gęsty płyn. Czasami w składzie zawiera ono również niepożądane, szkodliwe elementy – jednak o ich obecności producent musiałby wspomnieć na etykiecie.

Niestety tylko 12% składu stanowi pasta z orzechów laskowych, czyli innymi słowo: masło z nich. Są one w 100-procentach zdrowe, jednak tak mała ich ilość może trochę przerażać – głównie poprzez pokazywanie tym samym ogromnej ilości pierwszego elementu w produkcie: czyli cukru. Korzystne właściwości dla nas mają kolejne trzy składniki, opisywane już na blogu: olej słonecznikowy, olej kokosowy oraz kakao. Co do ostatniego jednak szkoda jedynie, iż odtłuszczone. Wspominałam bowiem, że takie pozbawione zostało większości swoich wartości odżywczych.

Lecytyny – znajdują się w większości produktów z „Analiz składów”, to substancje wiążące składniki. My jednak każdorazowo stykaliśmy się z lecytynami sojowymi (np. w czekoladzie z masłem orzechowym – zajrzyjcie do tego tekstu, omawiałam w nim również kwestię obecnego w krówkowej paście masła shea, w sumie jednego z najzdrowszych tłuszczy 🙂 ), ów natomiast pochodzą z nasion słonecznika (E322). One nie zawierają GMO, dodatkowo wpływają korzystnie na nasze zdrowie – nie ma co się ich bać zwłaszcza, iż producent zapewnia na etykiecie o pochodzeniu z kontrolowanych upraw. Ostatnim zaś składnikiem o mogącej nieco niepokoić nazwie jest guma arabska (inaczej błonnik z akacji – a akacja to drzewo, prawda?), z którą często można spotkać się w różnych produktach spożywczych? Co to takiego? Nie martwcie się, ów dodatek w zupełności nie szkodzi naszemu zdrowiu, jedynie przy naprawdę dużym, praktycznie niemożliwym przedawkowaniu. Pozyskiwany z soku niektórych gatunków akacji, substancja zagęszczająca oznaczona jako E414.

Widzimy więc, że przedstawiony skład nie jest wyjątkowo zły, chociaż bardzo słodki oraz nieco tłusty. W sumie podejrzewam, iż sam krem w mniej więcej 2/3 zawiera wyłącznie cukier. Co prawda, jest on kokosowy, jednak nie wpływa to na sam fakt bycia cukrem. Na plus wysuwa się natomiast fakt, że w końcu tego produktu nie jesteśmy w stanie zjeść naraz jakichś ogromnych ilości, a stanowić ma on jedynie dodatek, uzupełnienie smakowe. Gdzie? Ja wymienię tutaj wszelkiego typu wypieki, naleśniki, placuszki, ciastka, desery, lody, omlety, owsianki, tapioki, papki, z ryżem na słodko. Sama wykorzystałam go (oprócz pysznego przepisu, podanego poniżej) w jednym z koktajli mojego 30-dniowego wyzwania, gdzie rozpuściłam go w mleku roślinnym, podgrzewając zaś stworzyłam gorąca polewę. Zobaczyć delikwenta możecie powyżej, na obrazku wyróżniającym oraz zdjęciu z samego dołu ów tekstu, wziętym z mojego Instagrama. Sama jednak nie polecałbym smarować naszym bohaterem bułek czy kanapek, ponieważ.. jest to zwyczajnie niemożliwe, ze względu na twardą strukturę kremu, realnie przypominającą kamień 😉

Moja ocena? Osobiście smak uważam za zbyt przesłodzony, „Super Krówka” autentycznie nie pożałowała nam tutaj cukru, nie czuć praktycznie w ogóle aromatu ani kakao, ani orzechów laskowych – choćby próbujących „się przebić”. Plus stanowi oczywiście fakt pochodzenia wszystkich składników z kontrolowanych upraw. Sama, biorąc pod uwagę interesujące mnie czynniki, dam kremowi orzechowo-kakaowemu ocenę 4-, jak dla mnie ma on bowiem po pierwsze niefajną konsystencję, jest za słodki, zawiera zbyt wiele cukru, a jego cena nie jest proporcjonalna co do ilości – czyli jedynie 190 gram. Choć mimo wszystko, lubię jednak raz za czas uzupełnić nim np. owsianki, omlety czy jakieś papki.


Gulasz sojowy „Orico”. Danie w proszku, mające stanowić szybki, prosty w wykonaniu, wegański obiad. Dostępny w niektórych sklepach spożywczych, zdrowej żywności oraz przez internet, w cenie 5 złotych za 160-gramową paczkę, która zawiera 4 porcje. Nie wiem tylko, jakim cudem zostało to wyliczone w ten sposób – ja zjadłam zawartość na dwa razy, dogryzając jeszcze nieco warzywami! Sama kostka jest sucha, twarda, z różnymi dziwnymi elementami oraz obsypana hojnie białym proszkiem. Pachnie vegetą i suszonymi warzywami, przyprawami, bardzo aromatycznie. Aby ją przyrządzić, najpierw należy zalać na 10 minut zimną wodą + dokładnie wymieszać, kolejno wstawić na gaz, gotować na wolnym ogniu ok. 20 minut, raz za czas mieszając. Ja – wedle zaleceń – po tym czasie dodałam do całości łyżkę oleju, jednak nie użyłam już ani koncentratu, ani roślinnej śmietanki. Spójrzcie tylko na kaloryczność – śmieszna ilość kalorii, bogactwo białka, praktycznie zero tłuszczy, mało węglowodanów i trochę błonnika: fajnie. Jak skład? Sprawdźmy, czy jest się z czego cieszyć.

                                 Kalorie            Białko         Tłuszcze         Węglowodany         Błonnik

100 g                        318 kcal            30,6 g           1,1 g                  44,3 g                       4,4 g

Porcja 40 g (1/4)    127 kcal             12,2 g            0,4 g                 17,7 g                        1,8 g

 

Skład: kostka sojowa 55%, mąka żytnia, warzywa suszone (pomidor, seler, marchew, cebula, czosnek, papryka zielona, pasternak, nać pietruszki), sól, ekstrakt drożdżowy, przyprawy (curry, pieprz czarny, gałka muszkatołowa), zioła (lubczyk, kolendra, liść laurowy).

W składzie na pierwszym miejscu główny element także dzisiejszego, pierwszego bohatera – czyli zdrowy, bogaty w białko strączek, jakim jest soja. Mąka żytnia na drugiej pozycji uniemożliwia zjedzenie ów produktu przez osoby na diecie bezglutenowej, sama w sobie jest jednak korzystna dla naszego organizmu, sycąca, bogata w węglowodany złożone, powstaje zaś podczas przemiału nasion żyta. W suszonych warzywach także nie mamy się do czego doczepić, są ich jednak śladowe ilości, w dodatku takie maciupkie drobinki, pływające w gęstym sosie. Głównie cząsteczki cebuli, jako jedyne wyróżniają się kształtem. Ja zauważyłam jeszcze zieloną paprykę oraz pojedynczą marchew, innych warzyw w ogóle nie znalazłam.

Kolejno sól oraz ekstrakt drożdżowy, który był już w składzie pomidorowej pasty. Jeśli pamiętacie, stanowi on neutralny dla naszego zdrowia zamiennik szkodliwego glutaminianu sodu, mający nadawać smaku oraz aromatu. Dalej już wyłącznie przyprawy i zioła czyli, podsumowując, skład i tego bohatera również jest dość czysty. Jedynie – jak przy marynowanym tofu – wadę oraz duży minus stanowi naprawdę spora ilość soli.

Ów gulasz sojowy nie ma raczej innego zastosowania, jak przyrządzenie wedle instrukcji na opakowaniu oraz dodanie opcjonalnych elementów sosu. Można zjeść go samodzielnie, z warzywami, chlebem, ziemniakami, ryżem, kaszą bądź makaronem. Po wykonaniu mamy doskonale doprawione, intensywnie pachnące fragmenty kotletów sojowych, mięciutkie, pływające w sporej ilości gęstej „polewy”, z pojedynczymi kawałeczkami „warzyw” wokół. Smak przepyszny, zarówno na ciepło, jak i drugiego dnia, na zimno. Bogactwo przypraw, aromatu. Jedyna wada – czuć tą cholerną sól, której producent naprawdę nie żałował!

Mogę jednak stwierdzić, że owo danie posiada czysty skład, w którym łatwo rozpoznać poszczególne elementy, przystępną cenę, soja zawarta w nim nie była modyfikowana genetycznie, a – jak chwali sam producent – nie zawiera ono również glutaminianu sodu. Na opakowaniu znajdują się dodatkowo dwa przepisy zachęcające do kulinarnych eksperymentów (faszerowane cukinie.. kto by pomyślał?), w dodatku wegańskie. Sam smak, aromat i mocny, wyrazisty zapach tak mnie oczarowały, że daję z radością ocenę 5+. Jeśli firma „Orico” zmniejszy nieco podaż soli w tym produkcie, będzie mocna szóstka!


Owsianka kremowa
Wydruk przepisu
Przepyszna, delikatna, o nieco specyficznym smaku: najlepsza w (prawie) pustym słoiku
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 35 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 35 minut
Owsianka kremowa
Wydruk przepisu
Przepyszna, delikatna, o nieco specyficznym smaku: najlepsza w (prawie) pustym słoiku
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 35 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 35 minut
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Płatki gotujemy - każde w 100 ml mleka. Po ok. 5-10 minutach dodajemy po połowie zblendowanego wcześniej z wodą (na oko 150 ml) tofu. Obie części mieszamy i gotujemy jeszcze nieco ponad 10 minut.
  2. Jeśli posiadamy słoik "po czymś", wtedy od razu zabieramy się za układanie warstw. Jeśli nie - zaczynamy od wylania na dno tahiny oraz oblepienia nią ścianek naczynia, poprzez potrząsanie. Rozumując, te osoby w dalszym punkcie pomijają już dodanie sezamowej pasty jako jednej z warstw (chyba, że "mają ochotę" na dodatkowe kalorie 😉 ).
  3. Układamy kolejno: po łyżce każdej z mas, 25 g tahini, 2/3 owsianki, w którą wbijamy czekoladę 70%, kładziemy krem krówkowy, 2/3 orkiszanki, wbijamy czeko 90%, pokrywamy pastą czekoladową. Następnie kładziemy resztę masy owsianej, 10 g tahiny, pozostałą orkiszową, całość polewamy syropem klonowym.
  4. Przed zjedzeniem zakręcamy jeszcze słoik i dokładnie nim wstrząsamy. Najlepiej smakuje zjedzona na gorąco, tuż po przygotowaniu oraz przejściu ów "turbulencji". Najsmaczniejszego!!
Pozostałe informacje

Spójrzcie, jak ładnie rozłożyły się w tym daniu makroskładniki! Porcyjki białka dostarcza nam mleko, marynowane tofu, tłuszczy - głównie tahina, pozostałe elementy zaś węglowodanów zarówno prostych, jak i złożonych. Płatki dodają także błonnika 🙂 Przez nie jest to jednak owsianka z glutenem, łatwo natomiast usunąć go poprzez ich podmianę: na owsiane bezglutenowe, gryczane, jaglane, ryżowe bądź kukurydziane. Jeśli zaś się go "nie boicie", wtedy możecie również eksperymentować np. z jęczmiennymi, a także z manną, wszyscy zaś z tapioką czy rozmaitymi rodzajami kasz.

Konieczne jest jednak posiadanie takiego "oblepionego" czymś słoika - najlepiej tahiną. Ja miałam akurat masło orzechowe, które też fajnie pasowało zwłaszcza, iż było gładkie. Wspomniany trik nadaje potrawie ów magicznej kremowości. Tak samo użycie tofu marynowanego, bowiem ze zwykłym nie da uzyskać się pożądanego efektu. Jedynie - jako ewentualny zamiennik - wskazywałabym raczej zastąpienie go serkiem z nerkowców: np. jakimś od "Wege Sióstr", ja bardzo lubię wykorzystywać je we wszelkich papkach (np. w "Orzechance kremowej"). Nadają bowiem świetnej konsystencji, struktury 😀 !!

  • 969 kalorii
  • 34,71 gram białka
  • 52,91 gram tłuszczy
  • 89,99 gram węglowodanów

Jak widzicie, w dzisiejszej „Analizie..” umieściłam – nie specjalnie oczywiście – w miarę zdrowe produkty, z czystym i łatwym do omówienia składem. Sama wybrałam je przed jego przeanalizowaniem, tak więc nie wiedziałam, czy trafię na coś pozytywnego czy negatywnego. Tak naprawdę jedyną wadę stanowi tutaj duża ilość soli bądź cukru (w przypadku kremu ów „lepszego”, bowiem kokosowego – jednak i tak cukru). Wytrawni bohaterowie są białkowi, natomiast słodka pasta stanowi bogactwo głównie węglowodanów. Ilości kalorii w każdym z nich różnią się od siebie, patrząc też na przedstawioną ilość oraz porcję, w jakiej zazwyczaj je się dany produkt.

Sama wszystkie z nich kupiłabym ponownie, co zresztą robię. Znaczy, w mojej kuchni praktycznie stale musi być zarówno tofu (czasami naturalne, czasami wędzone, z ziołami, chilli bądź właśnie marynowane), jak i krem krówkowy. Z gulaszem zaś miałam podczas „testów” swój pierwszy kontakt: zdecydowanie nie żałuję, mam nadzieję nabyć go ponownie jak najprędzej, jednak Tata kupił ów danie w innym sklepie, a nie w jednym z tych „naszych”, to jest osiedlowych. Z pewnością jednak do niego wrócę! 😀

A Wy, znacie dzisiejszych bohaterów , a może do któregoś Was zachęciłam? Mam nadzieję, że wypróbujecie moją recepturę na owsiankę, bowiem jest kremowa, gęsta, przepyszna i.. w miarę zdrowa 😉 Najlepiej, koniecznie zajadana w słoiku „po czymś”. Miłego dnia!

http://

Zima wróciła❄stety, niestety, ja tydzień temu na spacerze miałam zamiar w ten weekend iść już we wiosennej kurtce, a na dzisiejszą przechadzkę zmuszona byłam jednak ubrać kilka dodatkowych warstw 😞 śniegu na dodatek w nocy napadało! 🌁 mam jedynie nadzieję, iż do moich urodzin się rozpogodzi, pozostały zaś jedynie (aż?) 2 tygodnie 🔜 🎂 Na blogu nowy tekst, o mące kukurydzianej 🌽z której przygotowałam.. budyń, 👎 Ja zaś jutro jadę z Rodzicami na Wege Festiwal „Wiosna” (ha, nazwa chyba obecnie niezbyt odpowiednia 😉), gdzie mam zamiar obkupić się nieco (czyt. namówić Mamę i Tatę na sporą ilość roślinnych cudeniek 🌿🎁). Ale przecież, ukochanej córeczce się nie odmawia, prawda? 💓 Ciepłego, spokojnego weekendu 😃🐘 #weekend #winter #winteriscoming #sobota #saturday #wegefestiwal #nice #spacer #walk #fit #vege #vegan #newpost #recovery #recoverywin #food #foodporn #batat #sweetpotato #sweet #vegansweet #koktajl #smoothie #drink #wyzwanie #dzień17 #newpost #veganblogger #veganfood #blog #corn

Post udostępniony przez Agnieszka Gajda (@calisthenics_grl)