Analiza składu na podstawie trzech popularnych produktów: cz. 1/2 – ciasteczka oraz czekolada

Natchnęło mnie ostatnio, aby stworzyć coś nowego na blogu, jako przerywnik od „normalnych” tekstów. Nie chciałam jednak odchodzić zbytnio od tematyki, więc wpadłam na pomysł przeanalizowania składu wybranych przez siebie, wegańskich produktów. Oczywiście musiałam znaleźć takie, które mają jakieś „wady”, ponieważ inaczej nie byłoby zabawy 😉

Mój wybór padł na mojego najulubieńszego batona na świecie, gdyż akurat go kupiłam. Jest to Legalized. Sięgnęłam też po bardzo popularną wśród wegan czekoladę Wawel z masłem orzechowym oraz nabyte ostatnio herbatniki jungle z firmy Ania. Oczywiście żadna z marek mi nie zapłaciła, w końcu to analiza składu, dlatego też za różowo nie będzie, na pewno pojawią się również słowa krytyki.

Wpisy z tej serii (jeśli Wam się spodoba – możecie pisać w komentarzach) będą zawierały najczęściej trzy produkty o składach różnej długości, a forma opisu każdego z nich będzie wyglądała następująco:

  1. Nazwa produktu, marka, gdzie i za ile kupić, krótki opis.
  2. Wypisane wartości odżywcze, czyli kalorie, białko, tłuszcze, węglowodany i błonnik (resztę z nich znajdziecie na zamieszczonych zdjęciach).
  3. Skład (nie wypisuję, co produkt MOŻE zawierać – gdyż tych składników w nim nie ma, są tylko wykorzystywane w zakładzie; to jest informacja dla osób mających ogromną nietolerancję).
  4. Omówienie każdego z jego elementów chyba, że już kiedyś o nim wspomniałam (wtedy najprawdopodobniej odeślę do ów tekstu).
  5. Moja ocena oraz możliwości zastosowania.

Na końcu oczywiście przepis z jednym (lub wieloma) z opisywanych produktów. Dzisiaj przedstawię Wam mojego faworyta w dziale omletów aquafabowych (a robię ich niemało!). Kokosowo-gryczanego, z cukinią, batonem, czekoladą, bananem, olejem nierafinowanym, tahiną –> na dwa sposoby! 😀

Zacznijmy jednak omawiać wybrane produkty. Na pierwszy ogień pójdzie ten, który ma najkrótszy skład, czyli..


Herbatniki MINI ania jungle. Ja kupiłam je za 3 złote w Tesco, widziałam też w Rossmannie, jednak ze składem rozbudowanym o cukier. Na pewno można znaleźć je w większości supermarketów – w moim było na dziale ze zdrową żywności – a także kupić przez internet. Taka paczuszka zawiera 100 gram ciasteczek, żadne z nich nie było poniszczone, kształty zwierząt urocze i dokładnie widoczne. Wyglądają zachęcająco 😉 i pachną słodziutko-pszennie, są też idealnie wypieczone!

                                 Kalorie           Białko        Tłuszcze           Węglowodany          Błonnik

Paczka (100 g)        435 kcal            11 g             10 g                    75 g                             1,3 g

Skład: mąka pszenna, tłuszcz kokosowy.

Mąka pszenna. Drobno zmielona, przetworzona mąka pochodząca z ziaren pszenicy. Rzecz jasna zawiera gluten, praktycznie w ogóle nie posiada natomiast błonnika. Jedna z najbardziej niezdrowych mąk, „zapychacz” żołądka, szybko podnosi poziom cukru we krwi, gdyż ma wysoki indeks glikemiczny – aż 70. Jest lekkostrawna, najtańsza i chyba najbardziej popularna, bardzo łatwo ją spotkać w sporej ilości produktów.

Tłuszcz kokosowy. Tutaj chyba nie muszę nic pisać 😉 odeślę Was tylko do mojego starego tekstu, gdzie dokładnie opisałam jego właściwości, zastosowanie, a także podzieliłam się przepisem na przepyszną fasol-owsiankę. O, tutaj!

To.. tyle! Jak widać, skład jest bardzo prosty, zawiera tylko dwa elementy, więc nawet posiadając mąkę pszenną przestaje być dla nas taki zły. Sądzę, że raz za czas można zdecydowanie zjeść taką paczkę herbatników zwłaszcza, że naprawdę fajnie smakują 😉 świetnie sprawdzą się też w różnego rodzaju napojach, owsiankach, papkach – gdzie będą miały okazję namoknąć. Ja zjadłam garść razem z musli, na mleku sojowym czekoladowym! Ogólnie, daję im ocenę 3+.


Czekolada Wawel Peanut Butter. Już na opakowaniu producent podaje, że nie zawiera sztucznych dodatków (taa, zaraz to sprawdzimy!). Do kupienia m.in. w Tesco i w Biedronce, po bodajże 4-5 złotych za 100-gramową tabliczkę. Słodka, nieco mdła w smaku, pachnie sztuczną słodyczą, aromatami. Dużo czekolady, masa z masła równomiernie znajduje się na całej powierzchni, jednak jest jej proporcjonalnie mało. Na każdej kostce widać wygrawerowaną nazwę firmy.

                                     Kalorie           Białko             Tłuszcze          Węglowodany           Błonnik

Tabliczka (100g)        555 kcal            9 g                    37 g                    44 g                          —

Rządek (20g)              111 kcal              1,8 g                  7,4 g                   8,8 g                          —

Skład: czekolada 56% [cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny (shea), emulgator: lecytyny (z soi)], orzeszki arachidowe solone 18,7% (orzeszki arachidowe 94%, olej palmowy, sól, olej słonecznikowy), tłuszcz roślinny (palmowy), orzeszki arachidowe 5,2%, maltodekstryna, glukoza, cukier, sól.

Cukier. W postaci sacharozy. Tutaj mamy na myśli takie zwykłe, białe kryształki. Wiadomo, niezdrowe to, szkodliwe, kiedyś muszę w sumie napisać tekst na temat tego składnika. Nie chcę się teraz rozpisywać, ale podsumowując, nie ma on żadnych pozytywnych właściwości, jest natomiast związkiem naturalnym.

Miazga kakaowa. To zwykłe, dobre kakao. O tych rozkruszonych na pył ziarnach kakaowca pisałam tutaj, dlatego zapraszam 😉

Tłuszcz kakaowy. Czyli jadalny olej otrzymywany z nasion kakaowca, to zdrowy składnik, ze względu na swoje właściwości wykorzystany w przemyśle spożywczym, kosmetycznym oraz farmaceutycznym. Głównie on właśnie nadaje czekoladom takiego uzależniającego, specyficznego posmaku.

Tłuszcz roślinny (shea). Według Wikipedii jest to olej roślinny uzyskiwany z owoców masłosza Parka. Nie ma się czego w nim bać, gdyż to jedno z najzdrowszych źródeł tłuszczy! Bardzo często używamy go zwłaszcza w kosmetykach, a zapomnieliśmy, że ten nieperfumowany jest jadalny.

Emulgator: lecytyny (z soi). E322 – wiąże on ze sobą poszczególne składniki sprawiając, że łączą się one ze sobą, a ciasto ładnie wyrasta. Ta powstaje z soi, choć istnieją również np. rzepakowa czy słonecznikowa. Na ogół nie jest zdrowa, jednak naprawdę szkodliwe są te z ziaren modyfikowanych genetycznie – a tutaj nie mamy pewności, jakich użył producent.

Orzeszki arachidowe. Przy tym składniku również rzecz jasna odsyłam do całkiem niedawnego tekstu na blogu, w którym podzieliłam się z Wami przepisem na przepyszną owsiankę „Snickers”. Zapraszam do zapoznania się, jeśli jeszcze nie czytaliście tego artykułu!

Olej (tłuszcz) roślinny (palmowy). To szkodliwy olej uzyskiwany z nasion lub miąższu olejowca gwinejskiego. Niestety, obecnie możemy znaleźć go w większości produktów spożywczych. Wielu wegan nie jada go, ponieważ wycinka drzew do produkcji oleju palmowego masowo zabija przede wszystkim orangutany, co może prowadzić do  szybkiego ich wyginięcia. Ja również staram się go unikać, jednak kiedy mi coś bardzo smakuje, to nie jest to punkt, przez który z danego produktu mogę zrezygnować.

Sól. Czyli chlorek sodu. Istnieją różne odmiany, m.in. morska czy himalajska, w produktach spożywczych używana jest natomiast zwykła sól kuchenna. W większych ilościach bywa szkodliwa, nadaje ona smaku i.. wiadomo, przecież kto nie używa soli?? Ma też właściwości konserwujące, zapewne przez nie znalazła się w czekoladzie.

Olej słonecznikowy. Analogicznie – olej, tym razem wytwarzany z nasion słonecznika. W zupełności zdrowy produkt, który z łatwością można kupić również w litrowych butelkach, do użytku własnego.

Glukoza. Związek chemiczny, tutaj najprostsza forma cukru. Niestety, w produktach spożywczych nie jest korzystna dla naszego zdrowia, to tak naprawdę kolejny, dodatkowy cukier – przede wszystkim podnosi jego poziom we krwi, zdecydowanie warto jej unikać.

Maltodekstryna. Ten składnik o najdziwniejszej nazwie to kolejny (tak!) cukier prosty w owym produkcie, o bardzo wysokim indeksie glikemicznym. Niekoniecznie bardzo szkodliwy, jednak niepożądany jako składnik diety, również warto go z niej wykluczyć oraz unikać przysmaków zawierających maltodekstrynę.

Podsumowując, ta czekolada składa się praktycznie z kilku rodzajów cukrów oraz tłuszczy. Zdecydowanie lepiej wybrać taką z czystszym składem, najlepiej o większej zawartości kakao – najbardziej zaś polecam wykonanie takiego produktu samodzielnie, w domu. Nic się oczywiście nie stanie, jeśli raz za czas znajdzie się w naszym jedzeniu, na ogół jednak nie radziłabym sięgać po nią zbyt często.

Co do zastosowania, to ja rzecz jasna używam jej tylko i wyłącznie do papek oraz owsianek, świetnie sprawdzi się też w formie polewy, w napoju, cieście czy ciasteczkach. Oraz oczywiście do samodzielnego jedzenia, choć ja zdecydowanie wolę zanurzyć ją w jakieś masie, gdyż inaczej to dla mnie marnowanie smaku czekolady 😉 Dostanie ona natomiast ode mnie ocenę 3-, za te wszystkie cukry w połączeniu z olejem palmowym.


Na tym zakończę pierwszą część tego wpisu. Początkowo miał być on jednym, całościowym tekstem, jednak już zawiera bardzo dużo słów, a tekst o samym batoniku będzie równie długi, ponieważ jego skład jest mocno rozbudowany. Wtedy też podzielę się z Wami przepisem na omleta. Powinien pojawić się on na blogu w piątek, choć chciałabym się wyrobić na jutro 😉 ale pewnie mi się nie uda!

Ciekawa jestem, czy spodobała się Wam taka forma tekstów i czy chcielibyście więcej składów – koniecznie dajcie znać! Ja myślę, że raz na dwa tygodnie nie zaszkodzi wrzucić takiego posta, choć muszę jeszcze przemyśleć ilość produktów, które się w nim znajdą! Jak na razie, to miłego wieczoru wszystkim – wypatrujcie drugiej części za niedługo, pa, pa (gest machania rączką).