Czym zaskoczy nas olej rzepakowy? Przecież znany jest od wieków!

Był on jedynym olejem występującym w mojej rodzinnej kuchni, zanim nie rozpoczęłam „fit rewolucji”. W ogóle nikt chyba nie słyszał nawet u nas, że istnieją inne, roślinne tłuszcze! Może coś tam kiedyś o oliwie, ale z pewnością nic więcej. Teraz ja od olejów jestem chyba nieco uzależniona, ponieważ używam ich nie tyle w kuchni, co uwielbiam stosować w kosmetyce. W gotowaniu natomiast też z nimi nie próżnuję, a najbardziej lubię odkrywać nowe, specyficzne aromaty, smaki tych produktów. Może jednak trzeba by było temu rzepakowemu oddać osobny wpis jako, że w końcu na naszych, polskich patelniach był bodajże pierwszy, a wciąż jest jednym z popularniejszych tłuszczy.

„Sława” wynika pewnie z tego, iż jego produkcja jest zwyczajnie najtańsza, na skutek czego pola – największe. Rzepak, z którego on pochodzi, to kwitnąca na żółto (maj), jednoroczna roślina. Kiedy kłosy wyschną (koniec sierpnia), zbiera się go, czyści, suszy, następnie zaś transportuje do tłoczarni, gdzie powstaje gotowy produkt. Tak jak w przypadku kokosowego, i dzisiejszego bohatera kupić można w wersji rafinowanej oraz nierafinowanej.

Różnią się one tym, że ten pierwszy jest znacznie tańszy w produkcji, która zachodzi pod wpływem skomplikowanych procesów i wysokich temperatur. Na skutek tego traci część swoich właściwości, jednak zyskuje też przystosowania do smażenia czy pieczenia. Nierafinowany natomiast produkowany jest tylko za pomocą mechanizmów niewymagających zastosowania ciepła. Jest zdrowszy, ma więcej wartości odżywczych, nie powinien natomiast być podgrzewany również w domowych warunkach – lepiej sprawdzi się np. do sałatek.

Olej rzepakowy można znaleźć wszędzie. Od tych najmniejszych sklepików, po markety, zdrową żywność, warzywniaki, targi, hurtownie, przez internet. Zarówno rafinowane, jak i tłoczone na zimno, także o różnych wariantach smakowych: te najpopularniejsze to czosnek + bazylia, cytryna + bazylia, bazylia, chilli czy suszone pomidory. Kiedyś chyba zrobię ich zestawienie 😉 Muszę się tym zająć jeszcze w ferie!  Jak więc widać, również przekrój cenowy musi być spory. Według internetu, koszt tego najzwyklejszego to 5-6 zł a litr, w przypadku nierafinowanego może wzrosnąć nawet o niecałe 10 zł. Te 250-mililitrowe, aromatyzowane, mają cenę ok. 7 zł. Zdecydowanie się to nie opłaca zwłaszcza, że „zrobienie smaku” samodzielnie jest banalnie proste! O tym wszystkim jednak będzie w zapowiadanym wpisie: oleje rzepakowe smakowe.

Jak możecie zobaczyć na zamieszczonych tutaj zdjęciach, produkt ten posiada żółtą, złocistą wręcz, nieco przezroczystą barwę, jest dość gęsty i nie rozpływa się po blacie tak szybko, jak np. zwykła woda. Wiadomo też, że nie łączy się z nią, lecz tworzy takie „plamy”. Plamy natomiast powstają również na ubraniach, a od tłuszczu schodzą bardzo ciężko! Zwyczajny olej rzepakowy nie posiada specyficznego zapachu, w smaku również jest bardzo neutralny – dzięki czemu nadaje się zarówno do napoi, dań słodkich oraz wytrawnych.

Spójrzmy teraz na wartość kaloryczną, wziętą ze strony Ile Waży. Tak samo jak kokosowy kuzyn, posiada on dokładnie 100 g tłuszczy na 100 g oleju oraz.. nic więcej! Zresztą, tak zachowuje się każdy, 100-procentowy tłuszcz. Te wzbogacane smakowo mogą zawierać już niewielkie ilości pozostałych makroskładników. A indeks glikemiczny? Jak każdy olej, i nasz bohater w ogóle go nie posiada! Może być stosowany przez cukrzyków, osoby z insulinoopornością, to też produkt wegański, bezglutenowy, tłoczony na zimno zaś – także witariański. Poniżej jeszcze wartości odżywcze: dla 100 g, 10-gramowej łyżki oraz przeciętnej, 215-gramowej szklanki.

                               Kalorie          Białko         Tłuszcze        Węglowodany        Błonnik

100 g                      884 kcal          0 g               100 g                0 g                          0 g

Łyżka (10g)            88 kcal            0 g               10 g                  0 g                          0 g

Szklanka (215 g)   1901 kcal          0 g               215 g                0 g                          0 g

 

Swoje zastosowania ma zarówno w kuchni, jak i w kosmetyce. Zacznijmy może od właściwości zdrowotnych tego (podobno) jednego z najzdrowszych olejów na świecie. Jego „zła passa” może wynikać tylko i wyłącznie z faktu, iż jeszcze kilkanaście lat temu rzepak był rośliną bardzo modyfikowaną genetycznie, zawierał także kwas erukowy, szkodliwą substancję. Obecnie natomiast uprawy tego zboża przestrzegają wszystkich norm.

Dzisiejszy bohater to bogactwo przede wszystkim najzdrowszych dla nas, nienasyconych kwasów tłuszczowych: linolowego (omega-3) oraz linolenowego (omega-6), a także kwasu oleinowego, fitosteroli, antyoksydantów, zawiera również dobrze przyswajalną witaminę E. Zapewnia on prawidłową pracę serca, naczyń krwionośnych, zmniejsza poziom „złego” cholesterolu, zapobiega miażdżycy, zawałom, udarom, pomaga utrzymać prawidłowy poziom glukozy we krwi, na skutek czego zapobiega cukrzycy, poprawia pracę nerek i kondycję skóry. Chroni ją przed działaniem wolnych rodników, poprawia gładkość, elastyczność, niweluje zmarszczki, blizny potrądzikowe, znamiona, przyspiesza gojenie się ran.

Dodatkowo wzmacnia ściany komórkowe, przez co m.in. wspomaga naszą odporność, zapobiega wnikaniu do organizmu szkodliwych, toksycznych substancji, dodaje nam także energii sprawiając, że jesteśmy zdolni do większego wysiłku. Oprócz tego olej rzepakowy wspomaga pracę mózgu, pamięć, koncentrację, zdrowie całego układu nerwowego, zapobiega dzięki temu m.in. demencji czy Alzheimerowi, ma także działanie antynowotworowe, przeciwdziała zgadze oraz problemom trawiennym.

W kosmetyce natomiast..

..olej rzepakowy również nie ma sobie równych, a to ze względu przede wszystkim na sporą zawartość witaminy E, o której już wspominałam. Tutaj jednak zdecydowanie należy korzystać z nierafinowanego, nawilża on skórę, uelastycznia, na jego bazie można samodzielnie stworzyć krem, płyn do demakijażu, balsam albo maseczkę. Polecany jest zwłaszcza do wcierania w twarde, przesuszone miejsca, takie jak pięty, łokcie, kolana czy spękane dłonie. Ja korzystam z różnorakich olejów również jako zwyczajne kremy do rąk, próbuję też ssać inne niż kokosowy. Właśnie teraz testuję w tym celu dzisiejszego bohatera, jednak po dopiero trzech dniach nie mogę jeszcze zauważyć różnicy 😉

Warto tutaj pamiętać tylko, iż olej rzepakowy nie powinien być stosowany przez osoby z cerą tłustą, a nawet mieszaną. Należy uważać też z nim podczas pielęgnacji twarzy (oraz stosować regularnie peelingi), gdyż może nasilić powstawanie wągrów/zaskórników. Poleca się go natomiast jako jeden z elementów szamponów, odżywek oraz maseczek na włosy (znajduje się również w tych sklepowych), a także do rąk, zwłaszcza wcierając go w okolice paznokci, ów zazwyczaj przesuszoną skórę wokół nich.

Gotowanie, smażenie i pieczenie z olejem rzepakowym:

Dobrze, było urodowo, a kulinarnie? Jak pisałam w powyższym akapicie, olej rzepakowy często dodawany jest do gotowanych już, sklepowych kosmetyków, lecz także.. produktów spożywczych! Na początku tego posta zamieściłam zdjęcia (przepysznego) hummusu od firmy Sante, z dobrym składem, na którego trzecim miejscu (po wodzie + cieciorce) widnieje już nasz dzisiejszy bohater. Spójrzcie tylko, jak sporą zawartość tłuszczy ma ta pasta! Aż 28 g na prawie połowę opakowania, za to malutkie ilości pozostałych makroskładników.

Powyżej natomiast widzicie mój niedzielny obiad u babci: rozgotowane brokuły, pyszną surówkę na bazie kapusty pekińskiej, polaną właśnie olejem rzepakowym (wciąż jedynym, którego babcia używa – ale kupiłam jej kokosowy i ciekawa jestem, kiedy zacznie stosować 😉 ), a także smażone na nim, ugotowane już wcześniej ziemniaczki. Niżej zaś moje śniadanko z wczoraj, którego nie zamieściłam na Instagramie, a robię przecież „śniadaniowe odliczanie” dni ferii: to był dzień 2/16 😀 Smażona na rzepakowym soczewica ze szpinakiem, w sosie na bazie m.in. masła orzechowego oraz płatków drożdżowych.

Wczoraj w ogóle był chyba dzień opisywanego produktu, ponieważ prezentowany na samym dole ów wpisu przepis = moja kolacja. Naprawdę pyszna, uwielbiam dodawać oleju do wszelakich owsianek, gdyż nabierają wtedy wspaniałej konsystencji, aromatu, są jeszcze pyszniejsze! „Tłustej owsiance”, przepysznej recepturze, uroku dodają również moje ulubione ostatnio orzechy włoskie, a także „niespodzianka” wewnątrz. Spójrzcie tylko na obrazek wyróżniający – z pozoru nic tam nie ma (za wyjątkiem smażonego na rzepakowym banana -> sztos), natomiast wewnątrz kryje się prawdziwa rozpusta. Bardzo polecam zrobić takie danie dla kogoś, aby zaskoczyć go, oczarować i uszczęśliwić pysznym jedzeniem jednocześnie (no przyznajcie przecież, kogo nie uszczęśliwia pyszne jedzenie??) <3

Lecz gdzie jeszcze można wykorzystać dzisiejszego bohatera. Do smażenia – wiadomo, choć pamiętajcie, aby nie lać go w ogromnych ilościach: każda łyżka ma bowiem prawie 100 kalorii! Rafinowany świetnie sprawdzi się też w wypiekach, jest najtańszy, dlatego upieczenie ciasta/ciasteczek/chlebka/tarty lub drożdżówek (na słodko bądź wytrawnie) z większą ilością tłuszczu nie stanowi tutaj widocznych kosztów. Dodatkowo pasuje z pewnością w sosach, zupach, gulaszach, leczo, a także owsiankach, puddingach, kremach, daniach z kaszą. To podstawa wegańskiego (i nie tylko) majonezu, sojowej śmietanki czy tłustych sosów. Ja często smażę na nim swojego ulubionego grubaska, a także (jak w dzisiejszym przepisie) owoce, warzywa, podsmażam tofu, płatki albo przyrządzam ciecierzycę. Nadaje się idealnie do natłuszczenia warzyw przed upieczeniem.

Ten tłoczony na zimno polecam natomiast używać przede wszystkim do posmarowania pieczywa, sałatkowych dressingów, wszelkich papek czy sosów – jednak wtedy należy go dodać tuż przed samym końcem gotowania. Pamiętajcie też, iż fajną alternatywą są smakowe wersje tego produktu – np. do podsmażenia szpinaku ja najbardziej lubię wykorzystać ten z czosnkiem i bazylią. Dodatkowo rzecz jasna „wzmocnienie” koktajli, smoothie, szejków, gorących czekolad, kawy (np. kuloodpornej rzepakowej 😉 ), gęstych i ciepłych napoi. To w sumie taki największy ogół, gdyż nie będę wypisywać poszczególnych dań, na pewno macie w głowie już wiele własnych pomysłów.

Polecam rzecz jasna spróbować „Tłustej owsianki”, a jeśli nawet nie, to przetestować mój patent odnośnie sposobu gotowania płatków + dodania oleju pod koniec. Niby prosty trik, a +100 do smaku! Napiszcie mi, czy u Was w rodzinnym domu olej rzepakowy też był takim jedynym „królem” wśród tłuszczy, a o innych gatunkach nikt nawet nie słyszał. Może macie jakieś szczególne wspomnienie z nim związane? Ja te babcine schabowe i mielone w ponad dwucentymetrowym, olejowym basenie pamiętam tak dokładnie, jakbym widziała je przed chwilą! 😉

Tłusta owsianka
Wydruk przepisu
Owsianki z dużą ilością oleju są najlepsze, mają najfajniejszą konsystencję. Ta podana jest ze smażonym bananem oraz.. niespodzianką wewnątrz!
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Tłusta owsianka
Wydruk przepisu
Owsianki z dużą ilością oleju są najlepsze, mają najfajniejszą konsystencję. Ta podana jest ze smażonym bananem oraz.. niespodzianką wewnątrz!
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Orzechy włoskie siekamy w dość spore kawałki, banana obieramy i kroimy w grubsze plasterki. W rondelku mieszamy sól, płatki oraz gorącą wodę, gotujemy na średnim ogniu do wrzenia, następnie na małym, raz za czas mieszając i dolewając płynu dla konsystencji. Owsianka powinna być dość gęsta.
  2. W połowie tego procesu (po ok. 6-7 minutach) dorzucamy do niej pokrojone orzechy, całość łączymy. Po kolejnych 4-5 zalewamy wszystko mlekiem, dodajemy łyżkę oleju, mieszamy, trzymamy na gazie (zwiększonym do średniego!!) ostatnie już, mniej więcej 2 minuty.
  3. Kiedy owsianka się gotuje, na średnim ogniu, na patelni rozgrzewamy kolejną łyżkę oleju. Gdy będzie wrzący, wykładamy plasterki banana i, doglądając, smażymy je po 3-5 minut na każdą stronę. Kiedy gaz okaże się być za duży, możemy go zmniejszyć.
  4. Gotowe! Teraz szykujemy ulubioną miseczkę, na której dno wylewamy 1/3 owsianej masy. W środek leciutko wciskamy, układając na sobie w dowolnej konfiguracji, wszystkie przygotowane kostki czekolady. Zalewamy je równomiernie i dokładnie pozostałą papką, wierzch zaś dekorujemy jeszcze gorącymi, smażonymi plasterkami banana.
  5. Zajadamy od razu, aby owsianka nie wystygła 🙂 najlepiej smakuje pod kołderką, oglądając coś bądź czytając książkę. Zwłaszcza w takie zimowe dni jak te dzisiejsze, kiedy właśnie potrzeba jakiegoś porządnego, mocnego rozgrzania - od wewnątrz oraz od zewnątrz. Smacznego!!
Pozostałe informacje

Ostatnio bardzo zasmakowało mi przygotowywanie owsianek właśnie w taki sposób, jak ten przedstawiony powyżej. Tworzy się wtedy idealna konsystencja, dodatkowo po dodaniu oleju jeszcze lepsza! Nie potrzeba wtedy słodzidła czy jakichkolwiek innych dodatków. Jedyne, czego użyłam, to od jakiegoś czasu moje ulubione, stosowane praktycznie wszędzie, orzechy włoskie. Posiadają subtelny, łagodny, delikatny smak oraz fajną strukturę, dzięki czemu świetnie komponują się z taką owsianką. Dla przełamania postawiłam na bogaty, czekoladowy środek oraz karmelizowanego bez cukru banana. To jeden ze słodszych owoców, dlatego naprawdę nie trzeba niczym go dosładzać, aby smakował cudownie!

Mamy tutaj (wreszcie!) mniej niż 1000 kalorii, choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby tą ilość zwiększyć - np. poprzez dodanie obszerniejszej ilości bakalii, oleju, czekolady bądź "uzupełnienie" papki o jeszcze masło orzechowe czy ulubiony krem. Osobiście dla mnie taka wersja jest idealna! Zawiera niewiele białka, stosunkowo sporą ilość tłuszczy, porównując ją też co do zawartości węglowodanów. Spójrzcie, poniżej wypisałam wszystko. Wspomnę tylko, iż fajnie taka miseczka sprawdzi się przed treningiem, ponieważ połączenie węglowodanów złożonych, cukrów oraz tłuszczy szybko i na długo doda nam siły i energii. Jeszcze raz smacznego! ;D

  • 880 kalorii
  • 14,38 gram białka
  • 58,77 gram tłuszczy
  • 73,32 gram węglowodanów

Olej z rzepaku – podsumowanie:

  • powstaje on poprzez zebranie wyschniętych kłosów zboża zwanego rzepakiem, następnie kolejnego wysuszenia, oczyszczenia, później tłoczenia – na jego skutek możemy otrzymać zarówno wersję rafinowaną produktu, jak i nierafinowaną
  • różnią się one tym, iż do produkcji pierwszego wykorzystuje się wysokie temperatury oraz skomplikowane procesy chemiczne – na skutek tego traci część swoich właściwości, jednak może być używany m.in. do smażenia lub pieczenia; ten tłoczony na zimno nie został poddany podczas obróbki procesom ciepłym, jest zdecydowanie zdrowszy, aczkolwiek nieodpowiedni do podgrzewania
  • produkt ten można dostać wszędzie: począwszy od małych sklepików czy warzywniaków, przez markety, zdrową żywność, na hurtowniach kończąc – zarówno rafinowany, jak i nie, w różnych wariantach smakowych (np. cytryna – bazylia, czosnek – bazylia, chilli czy suszone pomidory)
  • ten najzwyczajniejszy rzepakowy posiada żółty, nawet złocisty, lekko przezroczysty kolor, gęstość większą od wody, również się z nią nie łączy; nie pachnie, w smaku jest neutralny
  • nie posiada w ogóle indeksu glikemicznego, to produkt wegański, bezglutenowy, a ten tłoczony na zimno – dodatkowo witariański; skarbnica nienasyconych kwasów tłuszczowych: linolowego (omega-3) oraz linolenowego (omega-6), a także kwasu oleinowego, fitosteroli, antyoksydantów, idealnie przyswajalnej witaminy E
  • olej rzepakowy przede wszystkim dba o zdrowie serca, naczyń krwionośnych, reguluje poziom cholesterolu, zapobiega miażdżycy, zawałom, udarom, cukrzycy, poprawia pracę nerek i kondycję skóry – chroniąc ją przed działaniem wolnych rodników, poprawiając gładkość oraz elastyczność
  • wzmacnia też ściany komórkowe, wspomaga naszą odporność, dodaje energii sprawiając, że jesteśmy zdolni do większego wysiłku, polepsza pracę mózgu, pamięć, koncentrację, zdrowie całego układu nerwowego, ma także działanie antynowotworowe, przeciwdziała zgadze oraz problemom trawiennym
  • to składnik wielu kosmetyków; polecany zwłaszcza do skóry suchej, jako krem (głównie najsuchsze obszary, jak kolana, łokcie, pięty, miejsca przy paznokciach), balsam, maseczka do włosów – niekoniecznie do twarzy, gdyż może przyspieszać pojawianie się zaskórników
  • w kuchni natomiast olej rzepakowy ma zastosowanie bardzo wszechstronne, nie będę ich wypisywać – wszystko macie w ostatnich akapitach; przypomnę tylko, iż dzięki neutralności smaku nadaje się do napoi, dań słodkich i wytrawnych, nierafinowany najlepiej wykorzystać do posmarowania chleba czy stworzenia sałatkowego dressingu, rafinowany zaś odporny jest na wysokie temperatury (np. smażenie bądź pieczenie)