Dlaczego tak bardzo kocham jogę?

Hej 🙂 W sumie nie wiem sama, jak najlepiej byłoby zacząć ten tekst, gdyż chciałabym opowiedzieć Wam moją bardzo „burzliwą” historię ze sportem, jak znalazłam jogę (albo ona mnie), dlaczego przez nią można powiedzieć zrezygnowałam z innej aktywności fizycznej, jak teraz na to patrzę, jak się czuję oraz najważniejsze –> dlaczego tak ją pokochałam?

Wszystko zaczęło się bodajże w grudniu 2015 roku, kiedy po raz pierwszy zaczęłam ćwiczyć poza szkołą. Wtedy ogólnie był szał na te wszystkie treningi typu Ewy Chodakowskiej itp.. Pomyślałam: „Czemu by nie spróbować, w sumie.. co mam do stracenia?”. Muszę Wam powiedzieć, że najbardziej zadziwiła mnie moja kondycja, gdyż pierwszym wykonanym zestawem był „Killer”. Jako, że ćwiczyłam tylko w szkole na wf (a wiecie, jak te lekcje wyglądają – zwłaszcza w podstawówce..) to zdziwiłam się okropnie, kiedy wykonałam go całego męcząc się przy tym naprawdę mało, prawie w ogóle! Dziwiłam się komentarzom, w których osoby „umierały” w piętnastej minucie. W sumie nie wiem, jakbym sobie teraz poradziła 😉

Treningi regularne zaczęłam wykonywać na początku stycznia 2016 i było to 3, max.4 razy w tygodniu po jednym, ok. 45-minutowym zestawie. Czułam się z tym w miarę dobrze, choć zdarzały się dni dodatkowego wolnego, kiedy w ogóle nic nie robiłam. Mniej więcej niecały rok temu (tj. pierwsza połowa lutego) odkryłam amerykańską trenerkę Mel B, a pod jej zestawami znalazłam jakiś plan. Do tego dodałam jeszcze inne ćwiczenia i – teraz sama nie mogę w to uwierzyć! – codziennie robiłam (oprócz niedzieli, kiedy było to jakieś 20 min) połączone wideo z treningami, które trwały razem 1,5-2h! To jeszcze nic, najlepiej czułam się ćwicząc rano, po zjedzeniu jakiegoś małego owocu, więc najczęściej wstawałam o piątej.

Błagam, nie piszcie mi teraz, jak wielkie błędy popełniałam, ale moja wiedza o sporcie, byciu fit oraz zdrowej diecie była naprawdę bardzo marna. Gdybyście porównali tamto z tym, co jest teraz –> niebo a ziemia. W dodatku już wiem, że tak naprawdę to wiem bardzo mało, a wtedy nie zdawałam po prostu sobie z tego sprawy.

Wracając – do marca sprawiało mi to (treningi) radość, ale potem, nie wiedząc efektów, przestałam czerpać z tego przyjemność (choć dziwię się, jak mogłam oczekiwać większej masy mięśniowej nie zwiększając kalorii przy takim wysiłku!). Wtedy natrafiłam na bloga Marty – Codziennie Fit. Od końca trzeciego miesiąca roku robiłam jej połączone zestawy – 6 razy w tygodniu, po ok. 1,25-1,5h dziennie. Przez dwa miesiące chyba kilka razy przeczytałam jej bloga od deski od deski!

Lecz w połowie maja okazało się, że to i tak było za dużo (czego można by się oczywiście spodziewać). Miałam dość, naprawdę mocno się przetrenowałam. Przez półtora miesiąca zupełnie odpuściłam. W lipcu zaczęły się wakacje, a jako, że wyjechałam – bardzo dużo chodziłam, pływałam <– to była moja aktywność. Natomiast w sierpniu odkryłam jogę, jak również zaczęło brakować mi treningów. Do października ćwiczyłam co chcę i kiedy chcę, różne zestawy, powoli zmniejszając inne ćwiczenia na rzecz jogi właśnie.

Kiedy zaś w listopadzie natrafiłam na kanał Ani Brzegowej, a także naczytałam się wielu pozytywów o jodze na blogu Agnieszki –> wiedziałam, że to jest to. Kompletnie zrezygnowałam z innych ćwiczeń – tak jest do teraz, czuję się z tym znakomicie 😀 Polecam jeszcze kanał Gosi, teraz praktykuję głównie z nią właśnie 😉

Czy mam „wyrzuty”, że kiedyś tyle ćwiczyłam, a teraz nie? Skądże! Na jogę poświęcam mniej więcej 1-2h dziennie 6 dni w tygodniu, czasem mam więcej dni przerwy, a czasem ćwiczę nawet w niedzielę – po prostu słucham swojego ciała i wiem, co jest dla mnie najlepsze 🙂 I oprócz wf nie wykonuję żadnych innych ćwiczeń (spacery się nie liczą!).

A teraz chyba najważniejsze –> DLACZEGO POKOCHAŁAM AKURAT JOGĘ I WIEM, ŻE TO JEST TO?

  • joga rozwija mnie fizycznie. Zwiększam swoje zakresy w różnych pozycjach, potrafię płynniej wykonać przejścia, a asany – dokładniej.
  • wspomagam swoje zdrowie. Dbam, aby nie mieć przykurczonych mięśni oraz nie stać się „drewnianym klockiem”. Ruch jest przecież tak ważny, niezależnie, w jakiej postaci.
  • wysmuklam swoje ciało i modeluję, rzeźbię sylwetkę.
  • mogę zebrać myśli. Są dni, w których udaje mi się to od razu, ale i takie, kiedy dopiero pod koniec praktyki uspokajam, wyciszam umysł. Jest to rodzaj naturalnej medytacji – skupiając się na płynnych ruchach ciała połączonych z oddechem.
  • właśnie, pracuję nad nim. Dzięki oddechowi, a także dodatkowo wykonywanym pranajamom „oczyszczam” umysł ze złych spraw, uspokajam się, powoli rozluźniam, znika napięcie, stres.
  • mam chwile tylko dla siebie. Wszyscy wiedzą: jak jestem na macie = nie wolno mi przeszkadzać. To czas tylko i wyłącznie z samą sobą.
  • dostrzegam drobne, pięknie rzeczy. Czasami moje myśli wędrują.. no, wszędzie! Dzięki temu coraz lepiej idzie mi w byciu wdzięcznym, przychodzi masa inspiracji, pomysłów, zaczynam doceniać to, co mam.
  • wykorzystuję ruchy z jogi podczas życia codziennego. Staram się siedzieć na kościach pośladkowych, mieć barki w górze, rozluźnione mięśnie twarzy, prosty kręgosłup.. Dbam przy tym o wygląd i postawę!
  • mogę dostosowywać praktykę do swojego ciała. Jak nie jestem w stanie akurat wejść do pełnej pozycji – robię wariant łatwiejszy, a jak czuję, że stać mnie dziś na więcej – wybieram jogę dla bardziej zaawansowanych. Nie powiem jeszcze, że nauczyłam się naprawdę słuchać swojego ciała, gdyż uczę się tego z każdą dodatkową minutą na macie – ale w porównaniu z tym, co było rok temu –> przeszłam naprawdę wielki postęp.

Cóż by jeszcze napisać. Mniej więcej jest to, co chciałam tutaj zamieścić, na pewno w późniejszych tekstach będę rozwijać tematy, o których wspominałam. Może zachęciłam kogoś z Was do jogi lub chociażby moja historia komuś przemówiła do rozsądku –> aby naprawdę słuchać tego „głosu” wewnątrz nas i żyć ze swoim ciałem w zgodzie 😀 No.. Mam nadzieję, że ktoś może wejdzie na matę, spróbuje i poczuje, że to jest to! Powodzenia – może właśnie rozpoczniecie wielką przygodę na całe życie.. 😉