Jak to jest być wśród „swoich”? –> VeganMania, Kraków, 25 czerwca 2017

Mam wakacje. Właściwie to już miałam je w zeszłym tygodniu, bo jakoś tak sobie szkołę odpuściłam (jak wszyscy zresztą). Jednak taki prawdziwy, wspaniały dzień, kiedy poczułam się naprawdę szczęśliwa, tak w zupełności, miał miejsce wczoraj.

Bo to jest tak, że jeśli przebywasz w grupie ludzi, nawet, gdy ich nie znasz, ale wiesz, że nikt nie wyśmieje Cię za to, jakie przyświecają Ci idee, za to, co robisz oraz jakie są Twoje poglądy – wtedy czujesz się po prostu.. no, dobrze. Z natury jestem introwertykiem, ale faktycznie, pierwszy raz nie miałam wrażenia bycia jakoś przytłoczona przez tłum, nie miałam ochoty uciec stąd jak najdalej.

Wczoraj ogólnie był naprawdę piękny (dla mnie na pewno 😉 ) dzień. Wszystko wydarzyło się tak, jak powinno. Na pomysł wpadłam już około czwartku, następnie Rodzice zgodzili się jechać ze mną na VeganManię do Krakowa. W sumie to myślę, że nawet im się podobało, nawet słyszałam takowe wzmianki 😀 Więc ja, podekscytowana niemiłosiernie, zarządziłam „zbiórkę” punkt dziewiąta, nie zważałam na tłumaczenia, że „z Katowic do Krakowa to tylko 40 minut”.

Lecz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Impreza zaczynała się o 11:00, przez co po drodze odwiedziliśmy przepiękne sanktuarium w Łagiewnikach, weszliśmy nawet na wieżę – następnym razem jednak koniecznie będzie trzeba zostać na mszy! Dodatkowo radości dodawała wspaniała pogoda – ok. 25 st. C i świecące słońce.

Do Forum Przestrzenie dojechaliśmy przed otwarciem, toteż mieliśmy okazję zobaczyć rozkładające się stoiska oraz stragany. Wtedy jeszcze nikt z nas nie spodziewał się, że będzie ich aż tak dużo!

Powiem Wam jedno – to było piękne. Nie tylko możliwość skosztowania najprzeróżniejszych smakołyków kuchni roślinnej, ale ATMOSFERA. Może nie wszystko zostało zorganizowanie perfekcyjnie, raczej nieco po kosztach, miejsce to też nie czterogwiazdkowy hotel, ale łączyła nas pewna więź, przynależność do pewnej grupy, która działa w słusznym dla świata celu! Nikt nie przejmował się koniecznością siedzenia na krawężnikach, trawie czy wpadaniem raz po raz na innych. Nie widziałam nikogo, kto wydawałby się nieszczęśliwy, wkurzony, zawiedziony.

Właśnie w tym jest moc, minie parę lat i to mięsożercy będą mniejszością. Kiedy ktoś działa wspólnie, w zgodzie – zawsze, prędzej czy później, ukażą się efekty. Jeśli jest wiara w słuszność działania, chęci oraz siła woli, wiele można osiągnąć! To wszystko widziałam wczoraj: pasję, zaangażowanie, wielką siłę. To po prostu było niesamowicie piękne!

VeganMania –> moje wrażenia oraz kilka zdjęć:

Zacznę od tego, że na imprezie były stoiska różnych wegańskich miejscówek z całej Polski – można było spróbować np. kebaba, hummusu, burgerów, pierogów, ciast, przetworów, serów oraz wiele, wiele innych. Oprócz tego znajdowały się straganiki z kosmetykami czy ubraniami, przy wejściu można było wziąć udział w loterii, a w osobnym pomieszczeniu znajdowały się stoliki, przy których swoje usługi oferowali makijażyści czy tatuażyści (każdy by chciał mieć tatuaż 😉 może za parę lat..).

Ja spróbowałam naprawdę mnóstwa rzeczy, moi Rodzice byli na szczęście trochę bardziej „spokojni” w tym względzie, w końcu może ród nie zostanie okryty hańbą, kiedy tylko jedna osoba wyżera wszystkie próbki 😀 ? Oczywiście nie opiszę ich tutaj, wtedy ten post miałby chyba kilka(set?) odcinków.

Jedyny tester uwieczniony na zdjęciu –  domowe rafaello!

Z produktów zjedzonych na miejscu (w całości, za które już się płaci) ucztę rozpoczęłam od mango lassi. Nie wiem, czy wiecie, ale ja wprost uwielbiam ten napój-deser i biorę go wszędzie, kiedy jest taka okazja! Ten, który spróbowałam tym razem, był jednak tylko przeciętny..

.. co oczywiście nie sprawiło, że nie wypiłam go ze smakiem i nie miałam ochotę na więcej!

Kilka chwil później Mama zdecydowała sięgnąć się po coś, po co tak naprawdę przyjechała – pierogi. Tak więc zakupione zostały dwie tacki, jedna z tradycyjnymi, a druga – z takimi w japońskim stylu. Mnie osobiście te pierwsze niezbyt zasmakowały, może przez wybór farszu o mało wyrazistym smaku, natomiast Rodzice, a zwłaszcza Mama, po prostu się zakochali. Przeciwne zdania natomiast zebrał talerzyk nr dwa, ponieważ ten rodzaj akurat bardzo mi posmakował.

Kiedy po rozpoczęciu konsumpcji uświadamiasz sobie, że może warto by było zrobić zdjęcie 😉

Dalej.. nie, nie ma odpoczynku! W kilka minut później ktoś z nas zaproponował lody z takiego jakby samochodu stojącego na zewnątrz. Smaki prezentowały się interesująco, a po długim namyśle zdecydowaliśmy się na: ja – banan ze szpinakiem, Mama – róża. Oby dwa mega, a ten drugi kojarzył mi się z różanymi mydełkami. Jejku, jak ja miałam od dawna ochotę na wegańskie, kremowe lody, takie kupne! W domu cały czas trwa wzmożona produkcja, czy to z aquafaby, czy na mleczku koko.. – lecz nic nie przebije czegoś, za co trzeba zapłacić 😉

Nie uwierzycie, ale nie licząc darmowych próbek, potem mieliśmy chyba półtoragodzinną przerwę w jedzeniu! Uczestniczyliśmy natomiast w wykładzie na temat weganizmu w kulturystyce, podany był przykład treningu oraz podstawy jadłospisu u sportowca-roślinożercy, a także kilka ciekawostek.

Prelekcję czas zacząć!

Na pewno nie domyślacie się, ale po godzince na sali trzeba było iść.. zjeść, no a jakże! Ja, odkąd Otwarte Klatki zamieściły taką informację na stronie wydarzenia, ostrzyłam sobie zęby na Vegab, czyli kebab wegański, którym zajmował się m.in. pan ze zdjęcia:

Co prawda kusiły mnie jeszcze niektóre potrawy, ale pierwsza myśl jest podobno zawsze najlepsza. I chyba dobrze zrobiłam! Moja wersja – z suszonymi pomidorami, oliwkami oraz sosem tzatziki była po prostu cudowna, dawno też nie jadłam czegoś aż tak „mięsnego” jak to tofu. Całość była ogromna, aż tak, że po skończeniu ledwo się zataczałam.

Tak, to zachwycanie się wegańskim kebabem na milionie zdjęć 😀 Mamie natomiast tradycyjne pierogi tak posmakowały, że kiedy ja czekałam na zamówienie, poszła jeszcze po jedną tackę oraz lemoniadę z limonką, jabłkiem i miętą. W sumie to nie wiem, czy ja nigdy nie piłam tak dobrego napoju tego typu, czy po prostu wtedy byłam okropnie spragniona.

Jeszcze jedna fotka Vegaba. Jeju, jakie to pyszne było.. i ogromne!

Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Więc, choć dopiero zbliżała się 15, a zamknięcie przewidziane było na trzy godziny później, trzeba było szykować się w drogę powrotną. Ja na pewno zostałabym dłużej, gdyby nie to, że od rana Nana czekała sama w domu, a trzeba było już ją wypuścić i wyjść na spacer.

Oczywiście nie obyło się też bez pamiątek! Na poniższych zdjęciach krótko opiszę, co ciekawego zakupiliśmy na VeganManii w Krakowie, 25 czerwca 2017 roku.

Produkty niespożywcze: część pierwsza, czyli koszulka na grubych ramiączkach oraz broszka z napisem „Tofu Fighter” i grafiką przedstawiającą sojowy serek ubrany w kimono i dający wielkiego kopniaka 😉

Druga część niejedzenia prezentuje się marnie, ale (oprócz naklejek) jest to zestaw próbek kosmetyków, które „udało mi się” wygrać w loterii. Cóż, za te 10 zł. mogło być coś lepszego, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejszy jest cel zbierania tych pieniędzy!

Następnie trzy „Batony z Energią” od firmy „Zmiany Zmiany”, rodzaje wybrali rodzice, mnie osobiście wszystkie przypadły do gustu 😉 Zdecydowali się na pomidora jako smak wytrawy, a słodkie to kokosowy Aloha oraz Kosmos z nerkowcami i migdałami.

Dodatkowo poszliśmy zakupić chipsy „Smaktiv”, lecz kiedy pani dowiedziała się, jaki mamy zamiar, dała nam próbki buraczanych i ziemniaczanych za darmo, ponieważ większe paczki nie są jeszcze dostępne w sprzedaży.

Ostatnie nasze zakupy to trzy krążki tempeha marynowanego (wybrałam ten, gdyż wydawał się bardziej „uniwersalny” niż wędzony – w ogóle, to na VeganManii jadłam tempeh po raz pierwszy w życiu!), „ser pleśniowy” Escobar od „Serotoniny” – długo musiałam się głowić, który smak wybrać – wszystkie pycha! Aha, i jeszcze wegańskie krówki! W domu miałam już toffi plus kakaowe, a zakupiliśmy dodatkowo jeszcze kokos oraz banan.


Na tym nasza wycieczka się skończyła. Mieliśmy szczęście zwłaszcza z pogodą, ponieważ patrzę teraz za okno i od rana widzę pochmurne, szare niebo bez najmniejszego promienia słońca. Był to jeden z piękniejszych dni tego roku, a może i życia! Oj, jak ja chciałabym to powtórzyć, już, jak najszybciej! Te piękne momenty, chwile. Następna VeganMania pewnie dopiero za kilka miesięcy 🙁 Pocieszam się wakacjami i wyjazdem, już za trochę ponad tydzień 🙂 !

  • Iwona Gajda

    Tylu wegan w jednym miejscu – szok!! To żadna nisza rynkowa, ale ogromna masa osób, które poszukują jedzenia 😉 i towarzystwa. W godzinach południowych nie można było przejść, ani przedostać się do wielu stoisk. Jestem pod wrażeniem. Impreza udana, można było nie tylko posmakować wielu potraw ale i zbliżyć się do tego „trochę innego” świata. Było fajnie. Polecam:)

    • Mama, roślinożercy na Ciebie czekają 😇 Może pomóc zamienić mleko na sojowe lub zrobimy razem wege tort, „ser” czy „boczek”?? 💗