„Mamo, a ja chcę sałatę!!” – co kupić roślinożercy na święta (oraz inne okazje)?

Wielkimi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Bodajże dzisiaj nawet mamy Mikołajki, jednak wstęp ten piszę w poniedziałek, tak też niekoniecznie wiem, kiedy dokładnie zostanie on opublikowany. Może być równie dobrze dzień po lub przed nimi, nieważne 😉 Na pewno większość osób mieszkających czy mających w rodzinie/znajomych jakiegoś weganina zastanawiało się, co by można takiemu „odmieńcowi” kupić na prezent. W sumie nie byłoby przecież ciekawie, gdyby zrobić gafę ofiarując wełniany sweter, ciastka z dodatkiem miodu czy – już z wyższej półki – skórzane rękawiczki albo drogi kosmetyk firmy, której producent testuje na zwierzętach.

Dla osoby obdarowanej także jest to wtedy niezbyt komfortowa sytuacja, gdyż wie ona, że dana osoba się starała, chciała zrobić coś dobrego – ale nie wyszło. Sama miałabym ogromny problem np. z takim skórkowym portfelem, ponieważ nie będę przecież w nim nosiła pieniędzy, a najchętniej komuś bym go oddała. Lecz niestety, miał swoją cenę, a darczyńca wydał na nie te kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych.

Dlatego też postanowiłam przygotować taki jakby „prezentownik” – czyli listę fajnych pomysłów, które można podarować zarówno zwykłemu weganinowi, jak i również typowo „sportowemu” roślinożercy (jakim jestem np. ja). Oczywiście nikt nie mówi tutaj, iż nie sprawdzą się one także jako podarki dla mięsożerców! Są w 100-procentach uniwersalne, a najlepsze jest to, że nadają się nie tylko na Boże Narodzenie, ale też na urodziny, Wielkanoc lub inne święto. Mam nadzieję, że skorzystacie! Oczywiście zachęcam do podrzucania w komentarzach swoich pomysłów – co Wy chcielibyście dostać albo co mogłabym do tej listy jeszcze dopisać 🙂

Warto rozejrzeć się za ciekawymi książkami czy planerami jeśli wiemy, że obdarowywana osoba lubi takie rzeczy.

 

Oczywiście nie zabraknie tutaj przepisu, w dzisiejszym tekście 😀 znajduje się on tradycyjnie na samym jego końcu, tym razem jest zaś na.. wypasionego grubaska! Jeśli kojarzycie pulchniutkiego omleta, który często gości na moim instagramie, to tutaj zmieniłam nieco masę ciasta, delikwenta mocno nadziałam oraz tak jakby „skarmelizowałam”. Jestem pewna, że przypadnie do gustu zarówno miłośnikom zwykłego omleciora, jak również wszystkim lubującym się w kokosie, maśle orzechowym oraz syropie klonowym. Pychota!


Do 30 złotych:

  • Kupony. Ale nie chodzi mi tutaj o takie do sklepu, z rabatami czy czymkolwiek jeszcze. Nie, ta opcja jest dla osób, które w ogóle nie mają pieniędzy na prezent, a świetnie sprawdzi się zwłaszcza, kiedy na codzień wyśmiewamy czy krytykujemy osobę roślinożerną. Mają znaleźć się na nich np. „Wspólne gotowanie wegańskiego posiłku”, „Wspólne przeglądanie książki kucharskiej”, „Całkowicie roślinny obiad dla całej rodziny, kiedy do nas przyjedziesz”. Czyli coś, co możemy zrobić bez praktycznie żadnego wydatku, a na pewno sprawi radość osobie obdarowanej (gdy ta w danym momencie zażyczy sobie „usługi”).
  • Droższy produkt spożywczy. Wiadomo, nie każdego roślinożercę stać, aby żywić się on mógł tylko masłem pistacjowym, płatkami drożdżowymi, vege-serami czy specjalnymi mlekami. Ja też bardzo często chciałabym sobie coś kupić, lecz po prostu żal wydawać mi 20-paru złotych na 200-mililitrowy słoiczek jakieś pasty. Święta to idealna okazja, aby – zwłaszcza, jeśli mamy ograniczony budżet – kupić jeden lub dwa takie produkty. Warto się jednak wcześniej upewnić, czy na pewno dana osoba już ich nie jadła, ponieważ inaczej nie będzie szczególnie zadowolona.
  • Samodzielny wypiek czy przetwory. Tutaj jednak również należy znać preferencje smakowe domowego roślinożercy oraz uważać, aby przypadkiem nie dodać do prezentu miodu, żelatyny czy choćby jakiegoś odzwierzęcego barwnika (o jajkach, nabiale czy mięsie nawet nie wspominam!). Kiedy nie macie zbyt wielu pieniędzy, coś zrobionego samodzielnie ucieszy na pewno zwłaszcza, iż osoba obdarowana będzie świadoma, ile pracy włożyliście w wykonanie prezentu – zwłaszcza, gdy na codzień sama zmaga się z gotowaniem posiłków.
Ubrania z fajnymi nadrukami (zarówno „sieciówkowe”, jak i nie 😉 ), tematyczne przypinki czy skarpety na pewno okażą się super prezentem!

30 – 150 złotych:

  • Książki. Mam na myśli zarówno te z typowo roślinnymi przepisami (tylko pamiętajcie, by wszystkie były wegańskie!), lecz także – jeśli dana osoba jest aktywna – związane z treningiem/ćwiczeniami. Warto jednak zwrócić uwagę czy a] nie posiada już wybranej pozycji i b] czy naprawdę się jej ona spodoba. Ja na przykład mam już naprawdę dużo lektur z roślinnymi recepturami, jednak większość z nich nigdy nawet nie została wykorzystana! Po pierwsze dlatego, że sama uwielbiam eksperymentować w kuchni, a po drugie kupiłam książkę tylko ze względu na „sympatię” do danego blogera, jej autora. Do tej kategorii mogę również dodać wszelkie śliczne planery/notatniki czy kalendarze.
  • Sprzęt treningowy. Czyli opcja dla tych typowo aktywnych. W podanej cenie zmieszczą się wszystkie skakanki z miernikami kalorii, hula-hoopy, zestawy ciężarków, kettlebells, piłki (z lekarską włącznie), maty do jogi, paski, taśmy, steppery, worki z piaskiem, nawet poręcze do pompek. Na pewno ucieszą się z nich zwłaszcza ci trenujący w domu, którzy chcieliby wprowadzić do swojej aktywności nieco urozmaicenia 😉
  • Droższe kosmetyki (roślinne, nietestowane na zwierzętach!!). Ta pozycja wymagać będzie, abyście poszperali trochę w poszukiwaniu wegańskich perfum, kremów, maseczek czy peelingów. Na pewno ucieszą się z nich zwłaszcza panie, które nie mają pieniędzy, aby regularnie fundować sobie różne drogie akcesoria. Podpowiem, że świetnie sprawdzą się tutaj producenci naturalnych, ręcznie robionych mydełek czy kremów, ponieważ ich produkty są zazwyczaj wegańskie, a także nietestowane na zwierzętach.
  • Ubrania/wisiorki/przypinki. Tylko nie te z wełny, skóry czy jedwabiu! Nie chodzi mi też o zwykłe, kupione w sieciówce – bardziej o zamówienie przez internet czegoś z typowo wegańskim nadrukiem lub też samodzielne wymyślenie tekstu. Na pewno będzie to niezwykle ciekawy, oryginalny podarunek!
  • Kosze pełne jedzenia. Tak jak pisałam o jakimś jednym, droższym produkcie, tak teraz – jeśli Wasz budżet jest nieco większy – możecie sprawić drugiej osobie ładnie zapakowany kosz pełen roślinnych przysmaków. Fajnie wyglądać będzie jakiś tematyczny – np. „Włoski” (płatki drożdżowe, smakowe makarony, wegańskie sery, jakieś wino itp.), „Japoński” (wodorosty, pasta miso, sosy sojowe..) czy „Amerykański” (syrop klonowy, masła o różnych smakach, wegański kebab..) albo wypełniony np. tylko herbatami lub masłami z różnych orzechów, czekoladami wegańskimi… Ja zawsze marzyłam o takim koszu – niespodziance!
  • Bon na warsztaty. Często w różnych miastach organizowane są ciekawe warsztaty – zarówno związane z gotowaniem, jak i ze sportem. Jednorazowy bilet kosztuje mniej więcej coś ok. 100-150 złotych, więc jeśli ofiarowana osoba lubi lub chciałaby w czymś takim uczestniczyć – jest to niezły pomysł na prezent. Pamiętajcie jednak, aby przedtem sprawdzić, czy ma ona w danym dniu wolne oraz czy tematyka w ogóle jej się spodoba.
  • Wspólne wyjście/mini-wycieczka. Na przykład na targi wegańskie (gdzie może kupować, co chce – do konkretnej kwoty), do roślinnej restauracji, kina czy wybranego muzeum. Najlepiej, jeśli byłby na to poświęcony cały dzień, aby obie osoby mogły odstresować się i miło spędzić czas 😉 Oczywiście nikt nie broni zorganizować Wam również większej wycieczki-niespodzianki, jeśli tylko Wasz budżet na to pozwala.
  • Naczynia oraz akcesoria do kuchni. Ja jestem wielką fanką na przykład ślicznych misek, słoików, kubków, talerzyków czy łyżeczek, choć nie mam rzecz jasna tyle oszczędności, aby kupować wszystko, co tylko wpadnie mi w oko. Ktoś może kolekcjonować również np. kuchenne „ułatwiacze”, takie typu magiczne obieraczki lub młynki. Na pewno będą świetnym prezentem, jeśli tylko traficie w gust obdarowywanej osoby!
Ja na przykład uwielbiam pluszaki! Spytajcie, może komuś też sprawią wielką radość 🙂

150 i więcej złotych:

  • Buty/torebki. Wiadomo, że bardziej popularne są takie ze skóry. Uwierzcie mi jednak, że obecnie na rynku jest bardzo dużo drogich, polskich marek, ręcznie produkujących wegańskie akcesoria – zwłaszcza z eko-skóry, lecz także różnych innych materiałów, a nawet drewna! Warto poszukać i zamówić taki prezent przez internet, jeśli Wasz zasób pieniędzy przeznaczonych na podarki jest nieco większy.
  • Zegarki czy droższy sprzęt sportowy. Ja posiadam urządzenie marki Polar, mam jednak pewność, że każdy podobny gadżet wywoła wielki uśmiech na twarzy większości fit-maniaków! Co do sprzętu, to jeśli dana osoba ma miejsce w domu, radość spowoduje z pewnością drążek, klatka do ćwiczeń, orbitrek, rowerek czy ławka do brzuszków – nie jest to przecież tani sprzęt. Warto wziąć tylko pod uwagę rodzaj uprawianego przez osobę obdarowywaną sportu.
  • Porządne garnki, patelnie, naczynia żaroodporne lub sprzęt kuchenny. Kiedy macie spory budżet, a wiecie, że domowy roślinożerca króluje w kuchni, taki prezent na pewno go ucieszy. Dobrej jakości na pewno starczy również na nawet kilkanaście lat! Pamiętajcie tylko, że nie każdemu spodoba się tego rodzaju podarek. Ja na przykład należę do grona takich osób, ponieważ nie mieszkam sama i potraktowałabym go tylko i wyłącznie jako kupienie czegoś „da domu”, że ja sama nic nie dostałam. Tak było bodajże rok czy dwa temu, kiedy w jednej paczce znalazłam młynek do kawy. Cały czas zastanawiałam się, gdzie jest ten MÓJ prezent!

To byłyby już chyba wszystkie pomysły, które jak na razie przyszły mi do głowy. Dajcie znać, czy nie macie jeszcze jakichś! Pamiętajcie tylko, że liczy się głównie serce – i kiedy osoba obdarowywana zobaczy, że naprawdę staraliście się znaleźć coś, co trafi w jej „wymagania” – na pewno ogromnie się ucieszy. Wy również (widząc uśmiech na jej twarzy), ponieważ wielką radość sprawia przede wszystkim dawanie.

Gdybym miała zaś dać Wam jeszcze jedną, końcową radę, brzmiałaby ona tak: „Poświęćcie czas na ładne zapakowanie prezentu”. Ja sama za każdym razem jestem bardzo zawiedziona, gdy muszę wyciągnąć podarek ze zwykłej, sklepowej paczuszki. Pomyślcie, o ile większe zadowolenie sprawi np. odpakowywanie każdego słoiczka masła (wyciąganych z wielkiego kosza o tematyce „Pasty z orzechów”, koniecznie obwiązanego kokardą) z papieru w Mikołaje, do których dodatkowo doklejony jest jakiś mały cukierek, koperta z kilkoma cytatami czy wspólne zdjęcie. Ja marzę po prostu o czymś takim! 😀

Teraz zaś kończę i zostawiam Was z przepisem na wypasionego omleciora, którego małą modyfikację widzicie na obrazku wyróżniającym. oraz zdjęciu jeszcze gdzieś w tym tekście. Tym razem do masy zamiast wiórków dodałam kostkę pokruszonej czekolady + 10 g słupków migdałowych + cynamon oraz zwykłego mleka sojowo-ryżowego zamiast kokosowego, a środek wypełniłam po 30 g: masła orzechowego zwykłego, z cynamonem i rodzynkami, 20 g konopnego, a także jedną kostką gorzkiej czekolady + daktylem suszonym. Równie przepyszne! Pamiętajcie, że zawsze możecie eksperymentować z moimi przepisami 😉 udanych Mikołajek i dużo, dużo prezentów!! (zarówno tych dostanych, jak i tych, którymi Wy sami obdarujecie)

Grubas na wypasie
Wydruk przepisu
Omlet grubasek zawinięty - z niespodzianką w środku!
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 15 minut
Czas oczekiwania
20 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 15 minut
Czas oczekiwania
20 minut
Grubas na wypasie
Wydruk przepisu
Omlet grubasek zawinięty - z niespodzianką w środku!
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 15 minut
Czas oczekiwania
20 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 15 minut
Czas oczekiwania
20 minut
Składniki
Baza
Dodatki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Na początku w miseczce mieszamy ze sobą mąki, wiórki, mleko, sól, sodę oraz ocet, bardzo dokładnie. Przykrywamy całość i zostawiamy na mniej więcej 20 minut. W międzyczasie na spodeczek szykujemy sobie masła, aby nie musieć już odmierzać ich, kiedy będą potrzebne.
  2. Po upływie wyznaczonego czasu sprawdzamy, czy masa nie zgęstniała zbytnio. Jeśli tak - dolewamy wody, aby po wymieszaniu uzyskała konsystencję przypominającą jogurt. Na patelni rozgrzewamy olej, a gdy będzie już gorący - szybko (za pomocą ruchów patelni) łączymy go z dolanym syropem klonowym.
  3. Po 30 sekundach wlewamy masę omletową, rozprowadzając ją po całej patelni. Trzymamy na średnim ogniu, pod przykryciem, przez mniej więcej 3-4 minuty. Po tym czasie na jedną stronę placka (obok siebie, aby się nie mieszały) wykładamy obie, przygotowane wcześniej pasty.
  4. Najpierw naszego grubasa zaginamy delikatnie na pół, kolejno zaś lekko podwijamy boki, aby utworzyć kształt mniej więcej "koperty", z nadzieniem zamkniętym w środku. Smażymy na tej stronie (wciąż pod przykryciem), jeszcze około minuty, następnie obracamy i tutaj trzymamy go ze 2-4.
  5. Tak przygotowany omlecior jest gotowy 😀 Po przełożeniu na talerz wystarczy tylko polać go pozostałym na patelni sosem, zajadać koniecznie na ciepło, najlepiej z ulubionym serialem. Smacznego!!
Inne informacje

Najlepiej używać tutaj dosyć małej patelni, ponieważ inaczej omlet nie wyjdzie aż taki pulchniutki. Najlepsza będzie - jeśli się nie mylę - taka 15-centymentrowa. Ów grubas zawiera przede wszystkim tłuszcze oraz białka (mąka cieciorkowa, olej, oba masła, półtłuste mleczko), lecz nie brak w nim również pochodzących z mąki kartoflanej czy syropu węglowodanów. Świetnie sprawdzi się niekoniecznie tuż przed czy po treningu, ale jako oddzielny posiłek w dniu, w którym jednak ćwiczymy.

Ma tyle kalorii, co przeciętna papka na moim blogu i zdecydowanie więcej, niż "suchy, normalny grubas", na którego przepis znajduje się już na blogu. Sądzę natomiast, że warto czasami zastąpić tego normalnego ową rozpustną modyfikacją, gdyż jest naprawdę przepyszna! Nikt nie broni Wam też - oprócz lub zamiast części masła - wrzucić ulubione dodatki: np. gorzką czekoladkę, czekoladki z oleju kokosowego, dowolne bakalie, dżem czy pastę kokosową, a do masy dodać np. przyprawy do piernika czy kakao.

  • 1151 kalorii
  • 36,96 gram białka
  • 73,76 gram tłuszczy
  • 86,13 gram węglowodanów