Moje Święta i Sylwester, gdzie zniknęłam oraz powitalny przepis na cudowne tosty „Dove”

Chyba należy Wam się słowo wyjaśnienia zwłaszcza, jeśli nie obserwujecie mnie na Facebooku oraz Instagramie (a to dlaczego 😉 ?). Przed świętami zniknęłam bowiem praktycznie bez słowa, zamieściłam ten tutaj przepis na keks, a następnie cicho, pusto, nic nie pojawiło się aż do dzisiaj, kiedy to wreszcie udało mi się zebrać do napisania czegoś. Choć już uprzedzam, że jak na razie będzie dosyć krótko, mniej tekstu niż zazwyczaj –> muszę się na nowo wkręcić w blogowanie! 🙂

Jak być może wiecie, w sobotę przedwigilijną czułam się po prostu świetnie! Wpadł trening, byłam na spacerze do sklepu oraz z psem, pakowałam prezenty i ogólnie: przygotowywałam się do świąt. Nocna pobudka, bóle brzucha, a nawet wymioty mogły być spowodowane albo zjedzonymi dzień wcześniej grzybami, albo to po prostu zwyczajna grypa jelitowa. A może obie te rzeczy zadziałały razem? Tak czy tak, w niedzielę nie nadawałam się kompletnie do niczego. W sumie Mamę też chwyciło coś podobnego, jednak nie w aż takim stopniu. Dzień praktycznie przeleżałam, z Rodziną spotykając się tylko na uroczystą kolację wigilijną. Choć w sumie, jeśliby chrupki, kartofla oraz ryż z bananem można nazwać uroczystym jedzeniem 😉

Takimi rarytasami żywiłam się jeszcze przez kolejny dzień, a gdy w końcu postanowiłam zrobić coś „normalniejszego” – przebolałam to kolejną nieprzespaną nocą oraz powrotem do samego początku. Ale: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Wiecie, że przez chorobę pierwszy raz od początku wakacji w ogóle nie zrobiłam treningu? Dzięki temu mogłam przemyśleć kilka spraw, byłam jestem z minionych osiągnięć oczywiście bardzo dumna. Aż do noworocznego poniedziałku w sumie musiałam mieć jeszcze nieco krótsze oraz lżejsze ćwiczenia, co spowodowane było także naszym sylwestrowym wyjazdem.

O nim za chwilę. Tak naprawdę we wtorek dopiero wróciłam do starego planu (z małymi modyfikacjami) i powiem Wam, że moje ciało chyba zapomniało, co to trening! Choć w sumie nie wiem, czy te zakwasy teraz są właśnie przez przebytą chorobę, czy poprzez dodanie kilku nowych ćwiczeń. Jednak sądzę, iż jest ich na tyle mało, że bardziej postawiłabym na pierwszy powód. Zaskakujące, jak ważną rolę odgrywa w sporcie regularność: kilka dni przerwy lub lżejszej aktywności i Twój organizm musi na nowo przystosowywać się do większego wysiłku. 

Oprócz tego, dzięki wyjątkowej ilości wolnego czasu (leżąc w łóżku), wreszcie miałam okazję zaplanować najbliższy rok w Planerze Pełnym Czasu 😀 a także przeczytałam książki: „C-MASS”, czyli uzupełnienie „Skazanego na trening” 1, 2 i 3 od Paula Wade’a, jak również „Love Vegan”, którą dostałam w prezencie podczas wymieniania się podarkami na klasowej wigilii. W sumie zastanawiam się nad osobnym wpisem z kilkoma recenzjami, bo mam w zanadrzu kilka przeczytanych, roślinno-sportowych pozycji. Dodatkowo skończyłam oglądać „Sposób na morderstwo” i jeśli tylko ktoś z Was wie, gdzie znajdę sezon 4 w internecie, proszę o szybką informację 😉 Teraz zaś zabrałam się za drugi sezon „The Crown” – niestety, zaczynam już 7 z 10 odcinków.

Minusem zatrucia była zaś niemożliwość gotowania nowych przepisów na bloga, przez co straciłam również zapał do pisania. Na szczęcie mam już kilka nowych receptur w zanadrzu, tak więc powinnam wkrótce odzyskać regularność. Bardziej jednak możecie spodziewać się dwóch tekstów tygodniowych, za to więcej krótszych (na Facebooku lub Instagramie), ponieważ realizuję jeszcze kilka projektów, choć o niczym teraz nie mówię, gdyż tak naprawdę dopiero zaczynam. Mimo wszystko, chciałabym poświęcić im nieco więcej czasu, a tego, niestety, nie mam więcej niż Wy wszyscy. Dodatkowo jutro prawdopodobnie dostanę już nowy, dopracowany plan lekcji – a patrząc na pierwowzór, zapowiada się zdecydowanie gorszy układ niż w pierwszym półroczu. Miejmy jednak nadzieję, że ktoś coś i jeszcze dziś wprowadzi jakieś pozytywne zmiany na korzyść uczniów 😉

. W tym roku po raz pierwszy instagramowe podsumowanie w formie najlepszej 9-tki 😊 zawsze uwielbiam oglądać u innych takie zestawienia, więc czemu i ja nie miałabym takowego zamieścić? Przecież to tylko kilka kliknięć 😁 widzę, że w 2017 najbardziej podobały Wam się typowo „sezonowe” zdjęcia: 🍓na pierwszym miejscu mamy ryż 🍚 w sosie na bazie wiosennych truskawek i 🍼roślinnego 🍨🍧 A na 2. jesienne liście 🍁🍂🍃 mus czekoladowy 🍫 oraz mojego ukochanego Krasnala Helpika ❤ Ciekawa jestem, co polubicie najwięcej w przyszłym roku! Jedno jest pewne ➡ ten prezentował się z pewnością bardzo kolorowo i radośnie 😉 taki powinien być każdy!! Ja tymczasem lecę na spacer z Nanusią 🐶 a potem jadę 🚗 do Cioci i Wujka. Miłego dnia 😙💕 #fit #polishgirl #czwartek #nine #top9 #2017 #2017bestnine #bestnine #bestnine2017 #foodpost #food #foodstagram #jedzenie #eat #color #colorful #style #vegan #vege #vegetarian #vegegirl #powerbyplants #thebest #love #natural #clean #recovery

Post udostępniony przez Agnieszka Gajda (@calisthenics_grl)

Dobrze, przejdźmy jednak do najprzyjemniejszej części okresu, w którym mnie tutaj nie było. Mianowicie: mojego wyjazdu z Rodzicami do Bratysławy. Był taki cudowny, że czuję okropny niedosyt! Bo wiecie, czasami po 2-3-tygodniowych wakacjach człowiek chce już wracać do domu oraz swojej rutyny. Te 3 dni zaś to było zdecydowanie za mało, och, jakbym chciała jeszcze gdzieś pojechać!

Samo miasto również okazało się niesamowicie piękne, a i pogoda nam sprzyjała. Byłam już tu w dzieciństwie, i o ile Rodzice przypominali sobie wiele rzeczy, o tyle ja pamiętałam tylko ZOO – w końcu miałam wtedy tylko kilka lat. Teraz natomiast zaskoczyła mnie przede wszystkim wegańska opcja w typowo regionalnej restauracji, obżerałam się na potęgę pieczonymi kasztanami (uwierzcie, takie sprzedawane na ulicy, gdy na dworze zimno, są najpyszniejsze!!), dostałam kilka małych łyczków grzańca na rozgrzanie, a także szampana. Samą północ spędziłam podziwiając cudowny pokaz świetlny oraz masę fajerwerków nad Dunajem 😀 Szkoda tylko, że następnego dnia trzeba było już jechać, a jeszcze kolejnego – czekała mnie szkolna, codzienna rutyna.

Spróbowałam też wielu słowackich pyszności, mam nawet zdjęcia, jednak po pierwsze nie są najlepszej jakości, a po drugie – zwyczajnie mogłabym Was takim haulem zanudzić i narobić wielkiego smaka (ha, sama już mam ochotę na te dostępne tylko poza granicami Polski przysmaki!). Tym razem kończę już ten tekst, ponieważ zauważyłam u siebie taki jakby talent do rozpisywania się na bezsensowne tematy, a tutaj miałam tylko KRÓTKO streścić powód mojej nieobecności oraz opisać, jak spędziłam ostatnie dłuższe wolne. Zanim jednak „odejdę”, krótki opis: co znajduje się na zamieszczonych w tym wpisie zdjęciach, a także kilka zdań o najnowszym, przepysznym daniu oraz z czego (zdrowego) ono się składa!! 😉


Fotografie 1 i 2 pochodzą z mojego 1) Instagrama i 2) Facebooka. Na pierwszym takie ładne, świecące drzewo, ja opatulona po same uszy, a w tle płynie Dunaj. Na drugim zaś dumnie pokazuję woreczek pełen jadalnych, pieczonych, jeszcze ciepłych kasztanów, kupionych na stoisku w tle. Moja Mama też bardzo je polubiła! Kolejne zdjęcia to moja pierwsza po-powrotnia kolacja, za którą bardzo, bardzo tęskniłam: papka z masła orzechowego oraz czarnej fasoli. Na ostatnich dwóch zaś zajadam się wspominanym cały czas przysmakiem, a ręce mi odmarzają, gdyż musiałam ściągnąć rękawiczki do obierania łupinek 🙂 Ale, ten smak jest warty poświęcenia! Pomiędzy zaś widzicie jeszcze już wyjęte z instagramowego konta „2017Top9”, które – rzecz jasna – również musiałam zrobić. W końcu stało się ono tradycją, to taki popularny, powszechny zwyczaj!!

Dzisiejszy przepis natomiast jest kwintesencją wszystkiego, o czym pisałam już na blogu –> w postaci przepysznych tostów, wzorowanych w warstwach i smaku na cukierkach oraz batonach „Dove Caramel” od firmy „Mars”. Wyszły przepysznie i przysięgłam sobie, iż częściej będę wlewać masę grubaskową do tostera, niekoniecznie nawet mając jakiś konkretny przepis. W tych (prawie) 100-procentowo „fit” tostach mamy natomiast takie cudowności, jak:

A także mąkę ziemniaczaną oraz sodę –> czyli cała masa zdrowia, pełnowartościowych składników, sporo błonnika oraz węglowodanów, dużo dodanej energii w praktycznie idealnym 1000 kalorii 😀 Najlepsze danie jako przed- lub potreningówka! Ze specjalną dedykacją dla pani_chrup, która to zainspirowała mnie do owego przepisu swoją „rozbieranką” <3

Tosty karmelowe "Dove"
Wydruk przepisu
Batony, a także cukierki wypełnione karmelem "Dove" od firmy "Mars": u mnie w zdrowszej, równie pysznej wersji przesłodkich tostów
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 45 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 45 minut
Tosty karmelowe "Dove"
Wydruk przepisu
Batony, a także cukierki wypełnione karmelem "Dove" od firmy "Mars": u mnie w zdrowszej, równie pysznej wersji przesłodkich tostów
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 45 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 45 minut
Składniki
Masa na ciasto
"Karmel"
Dodatkowo
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Na początek do rondelka wrzucamy wszystkie nasze daktyle, zalewamy je gorącą wodą i wstawiamy na mały ogień. Łącznie mają gotować się one ponad 10 minut. W miseczce za pomocą łyżki dokładnie łączymy (rozgniatając powstałe grudki) ze sobą: mąki, karob, kakao, mleko ocet oraz sodę, opcjonalnie dodając wody dla otrzymania odpowiedniej konsystencji.
  2. Toster włączamy do kontaktu, aby zdążył się nagrzać. Daktyle odcedzamy (tylko nie wylewajcie wody po gotowaniu! jest przepyszna i okropnie zdrowa!!), dodajemy do rondelka masło orzechowe i dwie łyżki syropu, całość dokładnie rozgniatamy ubijaczką do ziemniaków na gładką, jednolitą pastę z opcjonalnymi, pojedynczymi grudkami. Jeśli okaże się zbyt gęsta, wspomóżcie się odlanym płynem 😉
  3. Do nagrzanego tostera wlewamy nieco ponad połowę surowego ciasta. Zamykamy, następnie czekamy mniej więcej 3 minuty. Po tym czasie na każdego tosta nakładamy bardzo, bardzo sporo karmelu, każdego posypujemy połamaną w dłoniach kostką gorzkiej czekolady oraz polewamy łyżką syropu. Zakrywamy dokładnie pozostałym ciastem, zamykamy.
  4. Po ok. 4-5 minutach z powrotem otwieramy pokrywkę, a urządzenie wyciągamy z kontaktu. Tosty przekładamy na ulubiony talerzyk, najlepiej za pomocą plastikowej szpatułki do ciast. Wierzch smarujemy jeszcze (albo układamy obok) pozostałym karmelem, zajadamy jak najcieplejsze! Smacznego 😀
Pozostałe informacje

Prawie 1000-kaloryczne danie, wzorowane na moim ulubionym grubasku - jednak tym razem zaszalałam i patelnię zamieniłam na toster, taki z klapką. Kiedyś już robiłam podobne kombinacje, a teraz myślałam właśnie, w jakiej formie najlepiej będzie wykonać coś, gdzie nadzienia powinno być dużo, a ma być ono idealnie zamknięte w środku. Placuszki na małej patelni? Nie, zdecydowanie byłoby tutaj zbyt wiele smażenia, jednak malutkiej patelenki użyłam, aby "dopiec" resztkę masy, która nie zmieściła się do tostera. Tym razem zaś pozostałość kremu nie wsadziłam już do środka, a zwyczajnie nim posmarowałam wierzch.

Ów danie świetnie sprawdzi się zwłaszcza przed albo po (ok. 2-3 godziny) treningu, jako jeden z głównych, a być może i największy posiłek w ciągu dnia. Dostarcza nam sporo węglowodanów, zwłaszcza tych łatwo przyswajalnych, lecz "trzymających na dłużej": z daktyli, syropu klonowego, także mąki ziemniaczanej. Całość wzbogacona o stosunkowo niewielką ilość białka (mleko, mąka z cieciorki), tłuszczy (masło orzechowe, kakao, czekolada), dodatkowo mamy tutaj dość sporo błonnika, jak również wiele makro- i mikroelementów. Pamiętacie chyba posty o cudownych właściwościach praktycznie każdego ze składników, prawda? Wszystkie je podlinkowałam w powyższym wpisie, gdzie ten przepis jest zamieszczony 😉

Tak więc teraz tylko króciutko wartości odżywcze:

  • 997 kalorii
  • 26,92 gram białka
  • 37,46 gram tłuszczy
  • 145,65 gram węglowodanów