MyVeganDiary #4 – jak wygląda trening z trenerem personalnym?

Hej! Dzisiaj mamy czwartek, wczoraj zaś postanowiłam udokumentować mój dzień do kolejnego tekstu z serii „MyVeganDiary”, gdyż ostatni pojawił się tutaj już dosyć dawno. Może najpierw krótko – co się u mnie dzieje? Na pewno nikogo nie zdziwi, że chodzę do szkoły, teraz całkiem sporo już tej nauki, a terminy na sprawdziany są zaklepane do końca października, jak nie dalej. Trochę tam jeszcze ćwiczę do konkursów przedmiotowych, bo teraz mam już jakieś szanse, będąc w drugiej gimnazjum. Postawiłam na chemię, biologię i angielski, bo jakoś najbardziej mnie to interesuje 😉 i jest też największa szansa, że przyda się w życiu – jak mam zamiar zostać (wegańskim) dietetykiem oraz trenerem personalnym, prawda?

Najbardziej pozytywną wiadomością w tej szkole jest fakt, że jutro mam wolne – więc ominie mnie 8 lekcji, w tym fakultety! To są takie jakby obowiązkowe wf, czyli, że jak kogoś na nich nie ma – musi odrabiać, to jest zostawać po lekcjach w inny dzień, np. na SKS. Może wydawać się dziwne, że nie cieszę się jakoś na zajęcia sportowe, problem jednak w tym, że ja dosłownie nienawidzę sportów drużynowych czy takich z rywalizacją! Ja muszę mieć swój drążek, swój kettlebell, być sama w pokoju. Toleruję też treningi personalne, byłam na trzech – zarówno wczoraj, jak i w dwie poprzednie środy, toteż dziś mam zamiar przybliżyć Wam nieco o jego przebiegu oraz strukturze na moim przykładzie.

Poza tym, to wiecie dokładnie, co się u mnie dzieje. Znaczy, że czas zajmuje mi blog właśnie oraz moje social media. Rzecz jasna trenuję, chodzę na spacery z psem, staram się każdego dnia zagospodarować choćby 15-30 minut na czytanie, choć przyznam się, iż bardzo brakuje mi takiej dłuższej sesji z książką. Mam też takiego doła współczesnego świata, bo jestem w połowie ostatniego sezonu „Orange is the New Black”, a szósty dopiero w lipcu, więc.. tak mi trochę bardzo smutno. Polecicie jakieś fajne na Netflixie, abym mogła zagoić rany wywołane rozpaczą po obejrzeniu tego? 🙂

Przejdźmy jednak do głównej części tego tekstu, czyli zeszłej środy. Dzień zaczęłam swoim treningiem, następnie trzeba było się zebrać do szkoły. Na śniadanie zrobiłam sobie porządną porcję widocznego na powyższym zdjęciu twarożku kokosowego na mleku sojowym waniliowym, do tego dwie naprawdę spore śliwki.

Do szkoły natomiast przygotowałam sobie warzywa – paprykę i ogromnego ogórka, który był tak duży, że ledwie upchnęłam go do przegródek. Największy problem miałam jednak z chlebem od Taty – tak ogromnym, iż jego dwie kromki wagowo zastępują 4 tradycyjne (potwierdzam, ważyłam!). Za nic nie chciał wejść do lunchboxa, spójrzcie tylko na poniższe zdjęcia:

Giga-kanapkę posmarowałam wegańską pastę – smalcem, który robiłam na potrzebę niedawnego tekstu o właściwościach oleju kokosowego. Powiem Wam, że po kilku dniach w lodówce przybrał idealną konsystencję stając się taki smaczny, że niejeden raz wykonam go ponownie po zjedzeniu obecnego słoiczka!

Po lekcjach zaś wróciłam do domu i Tata zawiózł mnie do Katowic na siłownię, na trening personalny. Szczerze, to moje pierwsze razy, gdy trenowałam w takim miejscu – pomimo, że ze sprzętów i tak zbytnio nie korzystałam. Sama jestem zwolenniczką ćwiczeń z masą ciała oraz kalisteniki, choć z kettlebell bardzo, ale to bardzo się polubiłam. Zauważyłam jednak taką fajną rzecz na siłowni, że będąc tam o tej samej porze, widziałam dokładnie tych samych ludzi robiących dokładnie te same ćwiczenia! Coś czuję, że gdybym pochodziła jeszcze jakiś czas, to zaczęłabym mówić sobie z nimi „dzień dobry” – tak jak z innymi posiadaczami psów spotykanych regularnie na naszej ulubionej trasie spacerowej.

Jak jednak wyglądały moje treningi? Zawsze zaczynałam od kilkuminutowej rozgrzewki na bieżni czy orbitreku, następnie zaś rozgrzewałam poszczególne stawy. Potem, w różnej kolejności, jednak zawsze miałam trzy elementy:

  • kilka ćwiczeń typowo wzmacniających, z wytłumaczeniem prawidłowej techniki, powtarzane w kilku seriach oraz przy różnych wariantach trudności – np. przysiady, wykroki, wznosy nóg, wznosy bioder, podciągnięcia w kącie 45 stopni, deski, pompki na poręczach itp. Tutaj głównie miałam na celu poznanie, jakie wykonuję błędy w podstawowych ruchach, żebym mogła korygować je i nie robić ich już podczas własnego treningu.
  • seria z kettlebell – niektóre ćwiczenia dopiero poznałam, choć większość wykonywałam wcześniej już w domu. Mimo wszystko były to jednak te najmniej zaawansowane, najprostsze, typu swingi, tureckie wstawanie (skąd ta nazwa??), martwy ciąg czy podrzuty. Podobno świetnie idzie mi przy tego typu aktywności!
  • najkrótsza z wszystkich część interwałowa, aby nieco podnieść tętno oraz utrzymać moją wytrzymałość na tym samym poziomie lub jeszcze nieco ją wzmocnić. Tutaj ćwiczenia wykonywałam na czas, jak najszybciej.

Po całym treningu miałam jeszcze kilkunastominutową przebieżkę na bieżni lub orbitreku, po tym czasie szłam do szatni. Zawsze dzwoniłam do Mamy, aby wzięła mnie wracając z firmy, jednak tym razem okazało się, że.. Mama o mnie zapomniała, a kiedy odebrała mój telefon, była już pod domem! Tak więc czekałam na nią w centrum Katowic 😉

Po powrocie do domu zjadłam na obiad ogromną michę zupy, którą mogliście wczoraj zobaczyć na moim Instagramie. Następnie poszłam na spacer z Naną, poczytałam jeszcze książkę, trochę się pouczyłam – czyli rzeczy takie typowo „domowe”, nic nadzwyczajnego. Postanowiłam jednak poeksperymentować z kolacją i stworzyłam wspaniałą, trójsmakową owsiankę! Tak mi zasmakowała, że zagości w moim słoiczku również w dzisiejszy wieczór 🙂

Poniżej przepis. Oczywiście obejrzałam do niej serial! Teraz już kończę, a Wam życzę jak najlepszej reszty tygodnia i do przeczytania w kolejnym tekście. Pa, pa!

Trój-owsianka
Wydruk przepisu
Trój-owsianka: trzy rodzaje płatków, trzy rodzaje kremów, czekolada + wanilia
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Trój-owsianka
Wydruk przepisu
Trój-owsianka: trzy rodzaje płatków, trzy rodzaje kremów, czekolada + wanilia
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Przygotowujemy trzy rondelki, nalewamy o nich po 100 mililitrów mleka waniliowego oraz wrzucamy płatki - każdy garnek ma "swój" rodzaj. Wszystkie papki gotujemy bez przykrycia na małym ogniu przez 20 minut, w razie potrzeby rzecz jasna mieszając oraz dolewając wody.
  2. Kiedy owsianki są gotowe, szykujemy dosyć spory, szklany słoik lub inne tego typu naczynie, następnie wykładamy składniki w następującej kolejności (można nieco zmodyfikować, lecz ta jest wg mnie najlepsza): owsianka - kostka czekolady - masło orzechowe - orkiszanka - kostka czekolady - krem czekoladowy - jaglanka - kostka czekolady - tahina.
  3. Tak przygotowana całość jest gotowa do konsumpcji 😛 Smacznego!!
Inne informacje

To danie ma dokładnie (z użyciem tych samych, co ja, rodzajów składników i proporcji):

  • 959 kalorii
  • 31,88 gram białka
  • 50,09 gram tłuszczy
  • 96,87 gram węglowodanów

  • Iwona Gajda

    Raz człowiek się zapomniał słuchając opowieści o życiu Virginii Woolf, a tu tyle hałasu…A skoro już taka dokładna jesteś w tych opisach, to nie zapominaj, że na spacerki chodzimy razem 🙂

    • Tak, tak, i zawsze do torów! 😁