MyVeganDiary #9 czyli ile jem, a ile spalam w ciągu dnia + przykładowy jadłospis na 3000 kalorii

Kończy się marzec, a ostatni tekst z tej serii był na końcu lutego, właśnie z planami na mijający miesiąc. Dzielnie trzymam się wyzwania koktajlowego, które tak mi się spodobało, że mam zamiar pić smoothies także w kwietniu, jednak już z małymi przerwami, kiedy będę miała akurat ochotę na coś innego. Dodatkowo są one bardzo wygodne jako śniadanie, zwłaszcza w dni szkolne – mogę bowiem konsumować je przez rurkę, dzięki czemu mam w większości wolne ręce -> przez co zyskuję dodatkową możliwość w ciągu doby na pisanie bądź naukę 😉 Jak już jednak jesteśmy przy koktajlach, to może dzisiejsze MyVeganDiary zacznę może od jadłospisu. Pod koniec tego tekstu natomiast znajdują się dane z mojego zegarka Polar oraz rozpiska kalorii + makro z Fitatu. Krótko też ów informacje podsumowałam, teraz zapraszam zaś na mój jadłospis z tego właśnie dnia, czyli soboty.

Jako, że weekend i wolne, trening wpadł rzecz jasna rano, choć właśnie sobotni to chyba mój najmniej ulubiony – w sumie też najdłuższy, gdyż dodatkowo w ten dzień robię dłuższe rozciąganie. Rozciągam się ogólnie kilka minut po każdym treningu, jednak właśnie większe mam w soboty plus jeszcze w środy. W te dni ćwiczę głównie z hantlami (taa.. po 1 kg każdy, boki zrywać!) + kettlebell (4 kg 😀 nie no masakra, jaki ciężar!), mam jedynie dwie krótkie „przerwy” na coś bardziej ruchliwego.

Toteż przejście „męczarni” (aczkolwiek przyjemnej – zwłaszcza po ukończeniu) zasługuje na naprawdę pyszne śniadanko, tłuste, słodkie i kaloryczne. Spójrzcie na powyższy słoik! Akurat skończył mi się dżem figowy (zostało na dnie mniej więcej 1,5 cm), dlatego wlałam do niego ów smoothie, przede wszystkim na bazie oleju sezamowego, sezamu, dużej ilości tahini, suszonych fig raz mleka roślinnego. Wyszło nieco więcej niż na zdjęciu, co dopiłam osobno.

Kiedy zjadłam śniadanko – wybrałam się na spacer, gdyż nawet pogoda ku temu sprzyjała. Mam swoje kilka ulubionych tras, zdecydowałam się więc na taką obecnie ulubioną. Największą przyjemność sprawia mi podczas pieszych wędrówek obserwowanie: przyrody, ludzi, zwierząt, a zwłaszcza autobusów! Nawet z niektórymi właścicielami psów wymieniam już sobie uśmiechy 🙂 dodatkowo jestem w stanie stwierdzić, w jakich godzinach pracują właściciele poszczególnych samochodów parkujących pod piekarnią, osoby w kwiaciarniach, na straganach czy różnych budkach, a obecną godzinę odczytuję jedynie po ruchu autobusów! To naprawdę bardzo przyjemne.

Po powrocie zajęłam się pewnie pisaniem, jak to zwykle bywa, potem zaś czekał na mnie pyszny, widoczny na powyższej fotografii (oraz zamieszczony ostatnio na moim Instagramie) obiadek – mocno zielona, wielowarzywna zupka-krem z koperkiem, makaronem grochowym (spora jego ilość na dnie talerza) oraz olejem omega-3. Kiedy zjadłam obiad, musiałam spotkać się z dziewczynami z klasy w sprawie projektu edukacyjnego. Nie wiem czy wiecie, ale takie projekty są obowiązkowe w drugiej klasie gimnazjum: najpierw wybiera się przedmiot, temat, robi prezentację, szuka materiałów, aby w maju zaprezentować się na auli. Opcjonalnie też może być to zorganizowanie jakiegoś wyjazdu bądź pokazów podczas np. dni otwartych.

Tego dnia natomiast zjadłam jeszcze poniższą, popołudniową przekąskę: resztę makaronu z grochu, wegański boczek oraz majonez roślinny „Tysiąca Wysp”. Do tego natomiast wypiłam mleczko sojowe czekoladowe, po czym poszłam z Mamą i z Naną na krótką przechadzkę. Poniżej natomiast znajdziecie tradycyjnie przepis, tym razem na moją kolację z soboty – jak zwykle wysokokaloryczną, pyszną, zarówno na gorąco, jak i na zimno: „Rozpusta z lodami i gorącą czekoladą”. Bowiem bazę stanowią tutaj płatki owsiane, nadziałam ją zaś różnymi rodzajami past czy maseł, dodatkowo olejem, na wierzch zaś wyłożyłam lody z banana, w co lejkiem wlałam rozpuszczoną, gorącą czekoladę. Do kolacji rzecz jasna musiałam obejrzeć serial 😉

Pewnie się powtarzam, ale znowu był to „Orphan Black”. Obecnie kończę piąty sezon, czyli ostatni, który musiałam szukać na różnych stronach w internecie, ponieważ Netflix posiada tylko cztery. Już zastanawiam się, za co zabrać się po skończeniu owej produkcji. Nie wiem jak Wy, ale ja po obejrzeniu serialu bądź przeczytaniu książki wpadam w, hmm.., letarg, przez długi okres cały czas żyję danymi bohaterami, wydarzeniami oraz całą sytuacją. Najgorzej jest później wybrać coś równie ciekawego, aby pozwoliłoby tak jakby wyrwać się z „tamtego świata”. Napiszcie, jeśli macie jakieś ciekawe propozycje seriali, może akurat Was coś ostatnio zainteresowało? Albo jakiś kilkusezonowy klasyk, oczywiście obecny na Netflixie? Ja zastanawiam się nad produkcją „Dziewczyny za kratami”, jest warte zobaczenia?

Co do obecnie czytanych książek, kończę właśnie „Grace & Grace”, które również zostało nakręcone jako mini-serial, aczkolwiek oglądałam go na przełomie grudnia i stycznia, a dopiero teraz sięgnęłam po powieść Margaret Atwood. Pozytywnie mnie ona zaskoczyła, nie spodziewałam się aż tak dobrze napisanej lektury. Najbardziej podobają mi się tutaj wątki na temat życia/wspomnień głównej bohaterki, której historia jest prawdziwa: w końcu Grace Marks naprawdę istniała, a nie wiadomo tak naprawdę, czy to właśnie ona zabiła z premedytacją, tylko uczestniczyła w zabójstwie albo – jak twierdzi – nic nie pamięta z dnia morderstwa, a sama została jedynie ofiarą najpierw James’a McDermotta, później zaś kanadyjskiego prawa.

W kolejce do czytania czeka na mnie natomiast wspominane już poprzednio „Życie zero waste” Amy Korst. Nie wiem czemu, lecz w marcu naprawdę mało przeczytałam. Praktycznie jedynie historię Grace, choć tak naprawdę w sumie nie orientuję się, ile ona miałaby stron jako papierowa pozycja. Obawiam się niestety, iż kwiecień również będzie mało-czytelniczym miesiącem, ze względu na to, iż – jak pisałam – w szkole jest on, wraz z pierwszą połową maja, drugim bardziej intensywniejszym pod względem nauki okresem.

Rozpusta z lodami i gorącą czekoladą
Wydruk przepisu
Owsiane "ciastko" orzechowe z zimnymi, kremowymi lodami oraz gorącą polewą czekoladową
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Czas oczekiwania
kilka godzin
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Czas oczekiwania
kilka godzin
Rozpusta z lodami i gorącą czekoladą
Wydruk przepisu
Owsiane "ciastko" orzechowe z zimnymi, kremowymi lodami oraz gorącą polewą czekoladową
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Czas oczekiwania
kilka godzin
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Czas oczekiwania
kilka godzin
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Dzień bądź minimum kilka godzin wcześniej banana wkładamy do zamrażalnika, aby podczas robienia "Rozpusty" był już zmrożony. Warto mieć zawsze jednego bądź dwa, przygotowane na właśnie takie "okazje".
  2. Zaczynamy od zalania płatków owsianych 100 ml mleka. Gotujemy je na małym ogniu i pod pokrywką. Cały proces powinien trwać ok. 9-14 minut (zależnie od preferencji co do miękkości), jeśli jednak wcześniej wchłoną cały płyn, dolewamy wody. Po procesie papka ma być naprawdę gęsta!
  3. W międzyczasie przygotowujemy polewę, przez ok. 10 minut podgrzewając 3 kostki czekolady w 50 ml mleka, również pod przykryciem i na małym gazie. Raz za czas mieszamy, w razie potrzeby możemy dodać wrzątku dla konsystencji.
  4. Na dno wysokiego, szklanego słoika kładziemy ok. 2/5 owsianki. Ja wcześniej dałam jeszcze łyżkę oleju kokosowego, jednak nie wliczyłam ją do rozpiski makroskładników ów dania, tylko w dzienną, zaprezentowaną w tym "MyVeganDiary" - nie jest bowiem konieczna, aby było ono pyszne.
  5. Na to wykładamy (obok bądź na sobie): pastę kokosową, masło orzechowe, migdałowe oraz tahinę. Przykrywamy pozostałą owsianką, zamykamy słoik i przykrywamy czekoladowy płyn, aby nie wystygły. Szybko zabieramy się za lody, poprzez zblendowanie banana z pozostałym mlekiem roślinnym.
  6. Wykładamy je na owsiankę, w nie zaś wbijamy lejek, przez który wlewamy płynną, gorącą jeszcze polewę (aby "nadziała" zmrożony mus). Na wierzch zaś kładziemy (i lekko wciskamy) jeszcze pozostałe 2 kostki czeko. Gotowe! Jemy naprawdę OD RAZU, warto wcześniej już przygotować sobie ulubiony serial/film oraz miejsce do usadowienia się. Smacznego!!!
Pozostałe informacje

W tym posiłku mamy bardzo ładną proporcję wszystkich makroskładników, porcję owoców, a także sporo błonnika. To z pewnością danie pełnowartościowe, sycące, zdrowe, bez cukru (zależnie od czekolady) czy szkodliwych składników. Płatki owsiane zawierają jednak gluten - wg mnie one sprawdzają się do ów dania najlepiej, jednak bez problemu osoby cierpiące na nietolerancję mogą zastąpić je zarówno bezglutenowymi owsianymi, jak też innymi, ulubionymi: jaglanymi, gryczanymi bądź np. ryżowymi.

Warto tutaj naprawdę pośpieszyć się na ostatnim etapie, bowiem po pierwsze nie chcemy, aby ostygła nam zarówno owsianka, jak i polewa. Po drugie zaś lody nie mogą rzecz jasna się rozpuścić! Ja sama dodałam do owej potrawy jeszcze łyżkę oleju kokosowego na dno, ponieważ brakowało mi nieco tłuszczy do kaloryczności. W sumie ucieszyłam się z owego faktu, bowiem uwielbiam wszelkie, jak najbardziej tłuste potrawy, a oleje (zwłaszcza te nierafinowane) mogłabym pić nawet samodzielnie. Zdecydowanie jestem zwolenniczką tego makroskładnika 😀 😉

  • 909 kalorii
  • 25,7 gram białka
  • 53,99 gram tłuszczy
  • 74,98 gram węglowodanów

Okej, jesteśmy już po przepisie! Jak, spodobał się? Ja sama jestem nim zauroczona, smakuje niczym gorące, wilgotne orzechowe ciasto-brownie z lodami, które jadłam w jakieś kawiarni jeszcze za czasów niewegańskich, a którego smak wciąż pamiętam. U mnie natomiast sporą rolę odegrała również polewa, tak więc koniecznie musicie tego dania spróbować. Ile jednak kalorii zjadłam, a także spaliłam tej soboty? Można powiedzieć, że ponad 3000, bowiem wieczorem podjadłam jeszcze trochę orzechów + pewną ilośc maseł czy past podczas przygotowywania kolacji. Sami widzicie, iż mam dość dużo białka w porównaniu do mojej masy ciała, jednak sama na takiej proporcji czuję się dobrze, często też jem jego mniejszą ilość – na rzecz tłuszczy oraz węglowodanów.

Zdjęcia Polara M430 przedstawiają natomiast: 1) mój sen, czyli ok. 7 godzin. Nie mam pojęcia, czym jest tutaj sen faktyczny i dlaczego czasami zegarek pokazuje mi więcej informacji o jego jakości, a czasami – jak poniżej – jedynie długość, minimalne + maksymalne tętno w ciągu doby. W sumie wydaje mi się, że śpię nieco więcej, jednak może wtedy tylko leżę? Nie liczy on przecież czasu od położenia się do łóżka, a tego prawdziwego zaśnięcia. Zdjęcie 2) przedstawia natomiast procent aktywności, spalone w ciągu doby kalorię i liczbę wykonanych kroków danego dnia oraz w trakcie mojego treningu łącznie. W ciągu przeciętnego tygodnia ich liczba nie przekracza jednak 30 000, a zazwyczaj waha się w granicach 26-27 000, wtedy mam też mniej ogólnej aktywności, bowiem nieco mniej ćwiczę spaceruję. Pamiętajcie tylko, że mam ustawiony najniższy profil sportowy (hmm.. tak się to nazywa?), a na „dwójce” (osoby o pracy stojącej) bądź „trójce” (dla sportowców) mój wynik byłby mniejszy i znacznie bardziej „normalny”.

Jak możecie zauważyć, spaliłam o ponad 500 mniej kalorii, niż zjadłam. W ciągu dni szkolnych także jest to mniej, najczęściej w granicach 2200-2300. Dlatego bardzo dziwi mnie fakt, że już od dłuższego czasu próbuję nieco przytyć, jednak w ogóle mi nie wychodzi, a czasami nawet waga potrafi spaść w dół. Macie może pomysł, dlaczego tak się dzieje? Zależy mi na nieco większej ilości zwłaszcza masy mięśniowej, jednak pomimo nadwyżki kalorycznej oraz treningów bardziej kalistenicznych – mniej spalających, nie potrafię jej podwyższyć. Jeśli ktoś z Was może mi udzielić jakichś porad w ów kwestii, przyjmę zarówno w komentarzach, jak też w wiadomościach np. na Instagramie. Sama natomiast kończę już i żegnam się z Wami, mam nadzieję „do przeczytania” wkrótce 😀 Udanego, radosnego świętowania!!