Niektórzy nienawidzą, inni kochają – z moim przepisem jednak RODZYNKI zasmakują dosłownie każdemu

Każdy chyba choć raz w życiu miał z nimi styczność. Istnieją zarówno wielbiciele rodzynek (do których ja się zaliczam), a także ich wielcy przeciwnicy (no, na przykład mój Brat). Ba, te bakalie to nic innego, jak wysuszone winogrona – te zaś lubi chyba każdy. Są bodajże najpopularniejszymi suszonymi owocami, a dostać można je w każdym spożywczaku. Często na wagę, opakowania natomiast różnią się ceną, czasami nawet bardzo mocno – ja np. poniżej przedstawiam jedne z najtańszych, lecz wartość tych z nalepką BIO może być nawet 3-4x większa.

Nie, nikt tego napisu „Tesco” nie widzi 😉 😉

Można jednak rodzynki zrobić samemu, ale jest to trudne, gdyż do ich produkcji używa się specjalnej, bezpestkowej odmiany winogron. Natomiast jeśli uda nam się takie gdzieś wyłapać, wystarczy wysuszyć je po prostu w suszarce (np. do grzybów lub warzyw i owoców).

Te,

o takie,

które ja kupiłam, są tymi najzwyklejszymi, jednak można dostać również rodzynki sułtańskie – większe, droższe oraz bardziej mięsiste – a także tzw. cybeby. One nie są takie fajne, gdyż nie zostały zrobione z winogron bezpestkowych, toteż zawierają nasiona owocu.

Mogłoby wydawać się, że w takiej paczuszce to nasz bohater stanowi 100%, natomiast spójrzmy na etykietę.

Oddał on 1% miejsca olejowi z nasion bawełny, który został tutaj dodany najprawdopodobniej jako substancja konserwująca czy coś w tym stylu – nie musicie się go jednakże obawiać, gdyż jest on w zupełności zdrowy 🙂

Na opakowaniu napisane jest jeszcze, aby ową 150-gramową paczuszkę przechowywać w suchym i chłodnym miejscu, a po otwarciu spożyć w ciągu 7 dni. Mnie to nieco zaskoczyło, ponieważ u nas w domu produkty typu płatki, orzechy czy bakalie właśnie przechowywane są po otwarciu (nawet przez dłuższy czas) w specjalnych słoikach na żywność i nic im się nie dzieje. Chyba pomimo tych „ostrzeżeń” pozostanę jednak przy swojej metodzie, a otwartej paczuchy zapewne nie uda mi się zużyć w ciągu tygodnia zwłaszcza, że dzisiaj – na potrzebę tego postu – każdy mój dotychczasowy posiłek zawierał rodzynki.

Zresztą, zobaczycie. Teraz natomiast zajmijmy się kalorycznością, którą – na 100 gram – przedstawię poniżej, wziętą prosto z etykiety. Ja wyróżnię tylko podstawowe makroskładniki oraz błonnik, resztę informacji zobaczycie po kliknięciu na zdjęcie, wtedy się powiększy.

                    Kalorie                Białko                    Tłuszcze                 Węglowodany                 Błonnik

100 g          296 kcal                 2,7 g                       0,4 g                         69,4 g                               2,0 g

 

Co ciekawe, strona Ile Waży podaje nieco inne wartości. Rodzynki na niej mają mniej kalorii oraz białka, o 0,1 grama więcej tłuszczy, więcej węglowodanów i znacznie więcej błonnika. Domyślam się, że zależy to głównie od gatunku, którego akurat używamy.

Natomiast gdy przyjrzymy się tabelce, możemy zauważyć, że suszone winogrono to jedna wielka, cukrowa bomba. Dodatkowo mają dosyć wysoki indeks glikemiczny, który wynosi aż 65. Mogłoby się wydawać, że w sumie nie ma po co ich jeść, zwłaszcza, jeśli autentycznie bardziej smakuje nam czekolada czy lody, a to i to cukier, prawda? No niezupełnie. Rodzynki to jednak owoce, więc musi w nich być jakaś „ukryta siła”, coś niesamowitego, przez co będziemy zdrowsi czy piękniejsi. Chcecie wiedzieć, co? Zapraszam do akapitu niżej!

Zacznijmy może od tego, że poprzez zawartość takich pierwiastków jak mangan, miedź oraz żelazo, bakalie te zapobiegają niedokrwistości, anemii, a także dodają nam mnóstwa energii. Są idealne zwłaszcza dla sportowców, ponieważ cukry w nich zawarte są łatwo przyswajalne i kiedy zauważą oni spadek siły – rodzynki szybko ją podniosą, aby w tym czasie „dodatnim” móc – np. poprzez spożycie odpowiednio dobranego posiłku – zapanować nad szybkim jej ponownym obniżeniem i zapobiec ponownemu wystąpieniu takiej sytuacji, czyli aby cukier już nie spadł. Dodatkowo pomagają szybko (a także zdrowo) przytyć, co sprawdzi się głównie przy osobach z powyższej grupy, to jest budującym masę mięśniową.

Oprócz tego bogate są w witaminy z grupy B. Wzmacniają nasz układ nerwowy, niwelują uczucie stresu oraz – zwłaszcza powysiłkowego – uczucia zmęczenia czy braku chęci do działania. Dodatkowo są wskazane dla uczących się, pracujących czy starszych, bowiem poprawiają pamięć, koncentrację i prawidłowe funkcjonowanie naszego mózgu.

Zawierają flawonoidy, antyoksydanty oraz mirycetynę, która zmniejsza ryzyko zachorowania przede wszystkim na Alzheimera. Natomiast poprzez obecność kwasów organicznych zapobiegają zaparciom, nowotworom jelita grubego, chorobom układu trawiennego, a dzięki właściwościom przeczyszczającym – oczyszczają jelita właśnie. Katechiny zawarte w rodzynkach natomiast regulują ciśnienie krwi, uszczelniają naczynia krwionośne i zmniejszają możliwość zachorowania na choroby serca oraz całego układu krwionośnego.

Dodatkowo nasz bohater korzystnie wpływa na:

  1. wzrok, zapobiegając m. in. takim chorobom jak jaskra, zaćma, powstawanie plamki żółtej czy po prostu na wygląd „zmęczonych oczu” –> a to dzięki zawartym w nich przeciwutleniaczom
  2. kości, dzięki takim substancjom jak wapń czy magnez – zapobiegają osteoporozie, bólom stawów, mają również działanie przeciwzapalne oraz zmniejszają wydalanie tego pierwszego pierwiastka po spożyciu produktów, które je powodują; rodzynki w tym względzie polecane są osobom, które potrzebują sporo wapnia ze względu na okres swojego życia, czyli dzieciom, kobietom w ciąży i podczas karmienia czy osobom starszym
  3. zęby, gdyż wspomniana już wyżej substancja przeciwdziała kruszeniu się płytki, a kwas oleanolowy zapobiega próchnicy i chorobom płytki nazębnej

Jakby tego było mało, owe bakalie zmniejszają apetyt, pozostawiają uczucie sytości na dłużej, obniżają poziom złego cholesterolu, dzięki potasowi i magnezowi odkwaszają organizm (przez co przeciwdziałają nowotworom, kamicy nerkowej, chorobom skóry oraz utracie włosów), a także mają działanie zbliżone do antybiotyków, obniżają gorączkę oraz możliwość zarażenia się wirusami. Rodzynki także uważane są już od starożytności za afrodyzjak, stąd powstał zwyczaj dodawania ich do wielu ciast czy potraw, kiedyś robiono tak zwłaszcza na przyjęcia.

Rodzynki w kuchni:

Zacznijmy od tego, że oprócz rodzynek „surowych” można kupić też wersję w czekoladzie czy jakieś tam jeszcze polewie, są one również składnikiem wielu ciastek, różnych gotowych dań oraz sklepowych wypieków, my jednak zajmiemy się tymi w swej czystej, najbardziej podstawowej postaci.

Każdy pewnie ma w rodzinie kogoś, kto te małe pomarszczone cudeńka wybiera z czego tylko się da, a także babcie, które do wszystkich swoich serników dosypują po co najmniej dwa opakowania rodzynek. Dodawane są one też do keksów, ewentualnie innych ciast czy ciasteczek. Jednak mało kto zna ogromną paletę ich kuchennych zastosowań.

Zacznijmy może od smaków wytrawnych, które małe bakalie znakomicie przełamują swoją mięsistością i słodkością, połączoną z lekko gorzkawym posmakiem. Na powyższym zdjęciu widzicie zrobiony wczoraj kapuśniak po żydowsku z książki „Nowa Jadłonomia”. Kiedy jadłam go tego samego dnia, rodzynki były wyraźne do wyczucia, wpasowały się w kompozycję – jednak o ile dziś potrawa sama w sobie była lepsza, o tyle smak głównego bohatera był kompletnie niewyczuwany, o tyle pojedyncze kuleczki w ogóle go nie miały :/

Ale, przejdźmy do zastosowań. Rodzynki nadają się do wszelakich zup, potrawek, leczo, gulaszy warzywno-strączkowych oraz sosów, jednak tylko wtedy, gdy danie zostanie zjedzone tego samego dnia. Świetnie wyjdzie również wrzucenie ich do wegańskiego bigosu lub potraw z kapustą, co niektórzy w swoich domach nawet praktykują 😉

Jeśli natomiast chodzi nam po głowie coś słodkiego, to polecam wykonaną po raz pierwszy w życiu (powyższe zdjęcie) halawę, czyli zostawioną w miseczce tzw. „kulę mocy”, którą postanowiłam wykonać po znalezieniu przepisu na jednej z wegańskich, facebookowych grup. Była masakrycznie dobra! Mój sposób to mieszanka kilku znalezionych w internecie, z domieszką inwencji twórczej 😉 jak dopracuję, może wrzucę na bloga!

Lecz rodzynki są niezastąpione także w owsiankach (receptura poniżej!), budyniach, puddingach, lodach, słodkich kremach, gęstych napojach czy deserach, o ciastach, ciasteczkach, plackach, naleśnikach i rozmaitych wypiekach nie wspominając – jako „środek” lub do posypania.

Mało kto wie jednak, że chutneye czy karmele na ich bazie są po prostu nieziemskie. Przepis na to drugie pojawił się razem z owsiankę kilka linijek niżej, ja natomiast przypomniałam sobie o moim starym poście na Instagramie, gdzie robiłam chutney rodzynkowy właśnie 😀

Dobrze, jeśli o czymś zapomniałam, to wierzę, że jesteście tacy inteligentni, że sami zaskoczycie siebie (i mnie!) niezwykłym przepisem lub recepturą. Ja tymczasem dzielę się (wirtualnie) gęstą owsianką i polewam każdemu wielką łychą karmelu. Jeśli już się najecie, pod spodem czeka podsumowanie, aby ładnie sobie wszystko, na spokojnie, utrwalić. Miłego dnia!

Owsianka dyniowa z rodzynkowym karmelem
Wydruk przepisu
Dwa przepisy z rodzynkami w jednym: owsianka oraz słoik karmelu 😛
Porcje Czas przygotowania
1 porcja + słoik 40 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja + słoik 40 minut
Owsianka dyniowa z rodzynkowym karmelem
Wydruk przepisu
Dwa przepisy z rodzynkami w jednym: owsianka oraz słoik karmelu 😛
Porcje Czas przygotowania
1 porcja + słoik 40 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja + słoik 40 minut
Składniki
Karmel
Przyprawy (po szczypcie; do karmelu)
Owsianka
Porcje: porcja + słoik
Sposób przygotowania
  1. Rodzynki wkładamy do naczynia blendera i zalewamy gorącą wodą tuż ponad ich powierzchnię. Po ok. 30 minutach wodę odlewamy (ale NIE WYLEWAMY), a do bakalii dodajemy pozostałe składniki karmelu oraz wszystkie przyprawy.
  2. Całość blendujemy, przekładamy do słoika i.. tak naprawdę przesłodki ulepiec jest gotowy! Można dodać go do owoców, deserów, owsianek czy czego Wam jeszcze nie przyjdzie do głowy 🙂
  3. Kiedy zaś czekamy na zmięknięcie rodzynek, zabieramy się za owsiankę. Wszystkie jej składniki (oprócz wody) wkładamy do rondelka, mieszamy, gotujemy pod przykryciem na małym ogniu przez 7-10 minut. Po tym czasie zdejmujemy pokrywkę, dolewamy wodę po rodzynkach, znowu mieszamy i - raz za czas wykonując tę czynność - trzymamy na gazie jeszcze 8-12 minut.
  4. Po tym czasie danie jest gotowe! Wystarczy przełożyć je do miseczki, polać sporą łychą karmelu rodzynkowego oraz - jeśli chcemy - posypać pestkami dyni. Smacznego!
Pozostałe informacje
  • na zdjęciach poniżej: 1) owsianka z innej strony oraz 2) karmel rodzynkowy w prawie półlitrowym słoiku (tak, tyle go wychodzi!) po maśle orzechowym

          

 

Podsumowanie:

  • rodzynki to nic innego jak wysuszone winogrona, można je zrobić również samemu – do tego trzeba mieć jednak specjalną, trudno dostępną odmianę owych owoców oraz dobrą suszarkę, np. do grzybów
  • kupić owe bakalie można natomiast dosłownie wszędzie! są w różnej gramaturze, przedziale cenowym oraz rodzajach – zwykłe, sułtańskie, cybeby, a także w czekoladzie oraz jako składnik gotowych dań, ciastek czy wypieków
  • mają one sporo kalorii, składają się praktycznie z samych cukrów, a ich indeks glikemiczny jest dosyć wysoki (65) – jeśli jednak nie mamy problemów z poziomem cukru, nic nam nie zaszkodzą – wręcz przeciwnie! gdyby było inaczej, ten tekst nie miałby teraz prawie 1500 słów 😉
  • ale dobrze, na co pomagają? wszystko opisane jest powyżej, ale w skrócie wymienię tylko: zapobiegają niedokrwistości, anemii, dodają nam mnóstwa energii, pozwalają zdrowo przytyć, przeciwdziałają stresowi, wzmacniają nasz układ nerwowy, niwelują uczucie stresu oraz zmęczenia, braku chęci do działania, poprawiają pamięć, koncentrację i prawidłowe funkcjonowanie mózgu
  • dodatkowo rodzynki zmniejszają ryzyko zachorowania na Alzheimera, zapobiegają zaparciom, nowotworom jelita grubego, chorobom układu trawiennego, oczyszczają jelita, regulują ciśnienie krwi, uszczelniają naczynia krwionośne i zmniejszają możliwość zachorowaniu na choroby serca oraz całego układu krwionośnego, zmniejszają apetyt, pozostawiają uczucie sytości na dłużej, obniżają poziom złego cholesterolu, odkwaszają organizm, mają działanie zbliżone do antybiotyków, obniżają gorączkę, a także są od starożytności uznawane za afrodyzjak
  • wspomnę jeszcze, że poprawiają nasz wzrok (zapobiegając chorobom oczu), stan kości oraz zębów, a to wszystko poprzez witaminy i pierwiastki w nich zawarte
  • oprócz „chrupania” rodzynek „na surowo”, pysznym pomysłem jest dodanie ich do owsianek, budyni, lodów, puddingów czy wszelakich deserów, a także ciast, ciasteczek, placków, naleśników, chlebów, bułek oraz innych wypieków; można zrobić z nich również karmel czy chutney o magicznym smaku, słodki sos lub pastę
  • świetne jest także wrzucanie ich do dań wytrawnych, bo nieźle przełamują smak – np. zup, gulaszy, leczo, potrawek, pasztetów czy wegańskich pulpetów – warto jednak pamiętać, że na drugi dzień stracą go już zupełnie, więc przygotowane danie najlepiej jest zjeść w dzień zrobienia