Owoce palmy, czyli daktyle – przepis na owsiankę jak batonik „Mars”

O suszonych owocach na blogu było już trochę. Porównywałam m.in. takie śliwki ze świeżymi, a także podawałam Wam przepis na karmel rodzynkowy.

Dzisiaj na stół wyłożyłam daktyle, które zazwyczaj kojarzą się z wyschniętymi, przesłodkimi i lepkimi w środku tworami, mało kto jednak wie, że można zakupić również świeże daktyle. U nas dostępne są w dobrze zaopatrzonych supermarketach oraz na stoiskach typu „Frutti Art”. Ja jednak dzisiaj posiadam tylko te poddane procesowi suszenia, z nimi też wykonywałam przepisy – choć rzecz jasna możecie w każdym podmienić rodzaj tych owoców. Bo poza różnicami w procesie wykonania, istnieją ich rozmaite gatunki!

Jak natomiast rosną daktyle? Aby to sprawdzić weszłam na grafikę i – ku mojemu zszokowaniu – zobaczyłam pełno pomarańczowych, małych kuleczek rozwieszonych na palmach w ogromnych kiściach. Zaraz, zaraz! To są TE kuleczki? Od razu przypomniały mi się oglądane na wakacjach drzewa oraz zastanawianie się, po co one na palmach się znajdują i czym są. Nawet przez myśl mi wtedy nie przyszło, że owe miniaturki to daktyle, którymi zajadam się na potęgę. Tylko, że niedojrzałe 😉

Spójrzmy jednak na suszone okazy powyżej. Jak łatwo można zauważyć – zaopatrzyłam się w dwa opakowania różnych firm, które nieco różnią się wyglądem. Pierwsze mają cienką, suchą, łatwo odchodzącą „skorupkę”, są gładkie, w środku mięsiste, posiadają jednak biały, również dosyć mocno pozbawiony wody środek.

Ich towarzysze ochrania natomiast taki jakby „pancerz”, pofałdowany i nieco śliski. Trudniej przełamać je na pół, miąższ ma konsystencję takiego w ponad połowie zastygłego kleju, wnętrze zaś jest mnie białej oraz lepkie. Obie sztuki pachną bardzo słodko, zachęcają do skosztowania – autentycznie po powąchaniu czuć słodycz na języku! Smakują muliście-przesłodko, jak weźmie się całego na raz, to okropnie fajnie zapychają i zalepiają buzię 🙂 Same w sobie są zdecydowanie idealną, słodką (oraz zdrową) przekąską!

Jak prezentuje się jednak wartość kaloryczna, a także rozkład makroskładników w tym produkcie? Na poniższym zdjęciu zamieściłam zarówno nabyte przeze mnie opakowania, jak i tabele z potrzebnymi danymi. Tradycyjnie zaś poniżej podaję te najważniejsze na ilość 100 gram daktyli – jedne nazwiemy „Tesco”, a drugie „Lyna”, w zależności od producenta.

                           Kalorie            Białko              Tłuszcze             Węglowodany             Błonnik

100 g Tesco     295 kcal             3,3 g                   0,3 g                    68,0 g                           4,0 g

100 g Lyna       301 kcal             3,5 g                   0,6 g                    70,0 g                            1,0 g

 

Tutaj muszę wspomnieć o składzie. Sprawdzałam, że te z „Tesco” zawierają 100% suszonych daktyli bez pestek, „Lyna” natomiast dodała do swojego produktu (niestety) 2% syropu glukozowo-fruktozowego (wrr!!), a także substancję konserwującą E202, czyli sorbinian potasu – na szczęście ten związek chemiczny nie jest szkodliwy dla naszego zdrowia. Najbardziej wkurzył mnie ów drugi składnik!

Jak przyjrzymy się tabelkom, z łatwością też zauważymy różnicę pomiędzy gatunkiem użytych daktyli. W tych pierwszych na węglowodany składa się cukier prosty w 100%, w drugich natomiast ów związek stanowi „zaledwie” 40 na 70 gram całości węglowodanów. Posiadają też one wyraźnie mniej błonnika, jednak mimo wszystko przedstawione wartości są w miarę podobne, kalorie również mocno się nie zmieniają.

Zanim jednak zacznę podziwiać ich właściwości wspomnę o pewnej wadzie – ich indeks glikemiczny jest bardzo wysoki, wynosi aż 70. Toteż nie sprawdzą się zdecydowanie jako zdrowa przekąska, kiedy chcemy właśnie uniknąć skoków cukru, mamy cukrzycę, insulinooporność lub musimy unikać pokarmów wysokoglikemicznych. Pamiętajcie o tym!

Dobrze, nie jak przekąska, ale do posiłku pasują znakomicie, gdyż świetnie wpływają na nasze zdrowie. Najbardziej polecam zajadać się nimi zarówno przed, jak i po treningu – wtedy nasz organizm bardzo potrzebuje łatwo wchłanialnych węglowodanów, białko oraz tłuszcze najlepiej zaś zostawić sobie na inną porę dnia 😉 Ale, ale! Jakie mają te swoje przecudowne właściwości, skoro je tak wychwalam, a jeszcze żadnego powodu nie podałam?

Po pierwsze, Arabowie nazywają je „chlebem życia”, a palmę daktylową – „drzewem życia”. Dokładna zawartość poszczególnych witamin oraz pierwiastków może różnić się zależnie od gatunku, jednak są skarbnicą zwłaszcza witaminy C, A, B6, K, kwasu foliowego, potasu, wapnia, magnezu oraz fosforu. Przede wszystkim należy zauważyć, że daktyle to prawdziwa bomba potasowa!

Zapobiegają chorobom układu sercowo-naczyniowego, miażdżycy, zakrzepom, chronią przed zawałem,udarem, nadciśnieniem, zapobiegają odkładaniu się cholesterolu na ściankach naczyń krwionośnych, przez co obniżają jego poziom. Dodatkowo odkwaszają organizm, zapobiegają zaparciom, dolegliwościom jelit, a także wspomagają prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, leczą bezsenność, likwidują stany nerwowe oraz depresyjne.

Jak już wspominałam, są świetne zwłaszcza dla sportowców, ponieważ szybko uzupełniają poziom glikogenu w mięśniach, potas natomiast jest bardzo potrzebny zwłaszcza osobom sporo trenującym. Są także (dzięki posiadanym antyoksydantom) znakomitym środkiem na odporność, jeśli zaś już zachorujemy – łagodzą ból, leczą przeziębienie, pomagają obniżyć gorączkę i zwalczają stany zapalne.

Niestety, oprócz m.in. cukrzyków, daktyli powinny unikać również osoby zmagające się z nieżytem żołądka, kolką, wzdęciami, zaostrzają one również objawy migreny, gdyż zawarta w nich tyramina wywołuje bóle głowy.

Daktyle w kuchni:

Na zdjęciu powyżej znajduje się zrobiony przeze mnie krem z tofu. Aby go przygotować, wystarczy zblendować ze sobą połowę kostki tego sojowego serka, 50 ml dowolnego mleka roślinnego (u mnie sojowe waniliowe), 20 g masła orzechowego, łyżeczkę kakao oraz oczywiście 4-5 świeżych lub suszonych (wcześniej namoczonych) daktyli, dolewając w miarę potrzeby wody spod moczenia, dla uzyskania idealnej konsystencji. Pyszka, a jakie proste!! 😛

Do czego jeszcze można wykorzystać te suszone owoce? Oprócz samodzielnego chrupania (czy raczej żucia), pełen wybór oferuje nam kategoria „Słodkie”. Sprawdzą się zarówno w koktajlach czy napojach, lodach, deserach, puddingach, budyniach, owsiankach, jaglankach, to baza przepysznego karmelu, wielu zdrowych batonów czy „kulek mocy”, ciast, tart, kremów, sosów, żeli energetyzujących oraz wszystkiego słodkiego, czego tylko sobie zamarzycie 😉

Do dań wytrawnych nadają się chyba tylko po to, aby przełamać w pewnym sensie ich smak, to jest tak jak rodzynki czy suszone śliwki, przy pasztetach, gulaszach, potrawkach, sosach, kotletach, zapiekankach itp., jeśli pasuje tam akurat nieco słodkiego posmaczku.

Ja wykonałam z nich jeszcze owsiankę, która smakuje praktycznie identycznie jak popularny batonik „Mars” (bo „Snickers” już był!). Przepis na nią oczywiście przed podsumowaniem, poniżej zaś zdjęcia daktylowych kulek z przepisu z książki „Smart Vegan”. Najfajniejsze jest to, że możecie wykonać je nawet, kiedy nie posiadacie tej pozycji – ponieważ receptura znajduje się w darmowym fragmencie, który można pobrać! A uwierzcie mi – są przepyszne. Ja jednak musiałam dodać do masy trochę sporo wody, a i tak wyszło mi tylko 7 kul :/

Przepisik na „Marsa” –>

Owsianka "Mars"
Wydruk przepisu
Owsianka, która tym razem smakuje praktycznie identycznie jak baton "Mars" (no cóż, najwyraźniej polubiłam te odtwarzanki popularnych słodyczy)
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Owsianka "Mars"
Wydruk przepisu
Owsianka, która tym razem smakuje praktycznie identycznie jak baton "Mars" (no cóż, najwyraźniej polubiłam te odtwarzanki popularnych słodyczy)
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 30 minut
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Zaczynamy od zalania daktyli gorącą wodą chyba, że mamy świeże - wtedy z założenia są one miękkie i możemy ten proces pominąć. Następnie do rondelka dajemy ok. 130 mililitrów mleka oraz płatki, całość gotujemy przez ok. 15-20 minut, dolewając wody w razie potrzeby.
  2. Kolejno do ugotowanej papki dodajemy tahinę + tofu, blendujemy to na gładką masę. Stawiamy na gaz jeszcze na niecałe 5 minut, pamiętając o dolewaniu płynu, kiedy papka będzie zbyt gęsta.
  3. W międzyczasie na krem blendujemy również daktyle z częścią wody po moczeniu - tutaj też należy polegać na swojej intuicji i umięjętności wyczucia idealnej konsystencji. W osobnym malutkim rondelku rozpuszczamy natomiast połowę przygotowanej czekolady razem z resztą mleka, aż zrobi się z tych składników idealnie gładka polewa.
  4. Kiedy mamy wszystkie warstwy naszej owsianki przygotowane, to trzeba zaopatrzyć się w spory słoik i zacząć wykładanie: połowa masy z tofu oraz tahini, połowa karmelu, ułożone obok siebie 3 kostki czekolady, reszta owsianki, karmel, na samym końcu zaś polewa.
  5. Tak stworzone danie nadaje się już do wszamania, polecam natomiast odstawić je na ok. 15-30 minut, aby rozpuszczona czekolada na wierzchu nieco "skamieniała". Smacznego!
Inne informacje

A jak w owej owsiance prezentuje się kaloryczność oraz rozkład makroskładników? Tradycyjnie przypominam, że wszystko zależy dokładnie od użytego mleka, płatków, czekolady, odmiany daktyli czy nawet tahini, moja jednak wersja miała:

  • 1020 kalorii
  • 31,45 gram białka
  • 44,91 gram tłuszczy
  • 134,79 gram węglowodanów

Daktyle – podsumowanie:

  • są owocem palmy daktylowej, w Arabii nazywanej „drzewem życia”; same daktyle noszą zaś nazwę „chleba życia”, istnieją ich różne odmiany, a można kupić je suszone lub świeże
  • te pierwsze są zdecydowanie tańsze i ogólnodostępne, po drugie natomiast trzeba się pofatygować wycieczką do bardzo dobrze zaopatrzonego marketu, a najlepiej i najpewniej – na stoisko z owocami; niestety, ich cena jest zdecydowanie wyższa
  • kupując suszone warto zwrócić uwagę zwłaszcza na brak dodatkowych składników, gdyż producenci potrafią być na tyle niemili, aby dorzucić gdzie syrop glukozowo-fruktozowy lub jakąś substancję konserwującą
  • daktyle to bogactwo witamin C, A, B6, K, kwasu foliowego, potasu, wapnia, magnezu oraz fosforu, a także (przy niektórych odmianach) błonnika; są idealne zwłaszcza dla sportowców, przed i po treningu, gdyż zawierają łatwo wchłanialne węglowodany proste oraz szybko uzupełniają poziom glikogenu
  • dodatkowo obniżają poziom cholesterolu, regulują ciśnienie, zapobiegają udarom, zawałom, chorobom układu sercowo-naczyniowego, miażdżycy, zaparciom, dolegliwościom jelit, wzmacniają odporność, dbają o zdrowie układu nerwowego, leczą bezsenność, przeziębienie, łagodzą stany nerwowe i depresyjne, zmniejszają ból, gorączkę oraz stany zapalne
  • nie powinny ich spożywać natomiast osoby z insulinoopornością, chorujące na cukrzycę (gdyż indeks glikemiczny daktyli jest bardzo wysoki i wynosi aż 70), zmagające się z nieżytem żołądka, kolką, wzdęciami oraz migreną, gdyż te suszone owoce zawierają wywołującą bóle głowy tyraninę
  • w kuchni znane są głównie przy słodkich potrawach: koktajlach, napojach, deserach, kaszach, owsiankach, jaglankach, budyniach, puddingach, sosach, kremach, lodach, tartach, ciastach, surowych, zdrowych batonach czy „kulach mocy”, są również podstawą karmelu
  • na wytrawnie zaś warto przełamać nimi smak niektórych dań, np. pasztetów, gulaszy, leczo, sosów, kotletów, zapiekanek, a także dodać pokrojone np. przy wypieku bułeczek lub jakiegoś pieczywa