Słonecznik jako ziarna lub zmielony, w postaci masła. Z czekoladą w przepysznym omlecie

Masło można chyba naprawdę zrobić z wszystkiego! Jeśli mnie pamięć nie myli, na blogu zajmowałam się już tahiną, kokosowym oraz orzechowym. Do czynienia miałam również z tym z nerkowców, miksem różnych, migdałowym, cynamonowym fistaszkowym, konopnym -> trochę tego było! Ostatnio, podczas wizyty w sklepie ze zdrową żywnością, zakupiłam to, które widzicie na poniższym zdjęciu. W jego składzie znajduje się aż 99,7 % głównego bohatera i tylko 0,3% soli morskiej. Tak więc nie zastanawiając się długo, szybko je zakupiłam.

Postanowiłam przez to połączyć ów post również z opisem samych w sobie nasion. Nie ma dnia, abym nie korzystała z nich we własnej kuchni – chociażby w zupie czy chlebie. Do kulinarnych zastosowań natomiast jeszcze wrócimy, jak na razie powiem krótko, skąd biorą się owe pestki. Ano, z kwiatka o wdzięcznej nazwie słonecznik, który pochodzi z Ameryki Północnej, obecnie hodowany jako roślina uprawna i ozdobna, we wszystkich rejonach świata.

Posiada 2-3 metrową łodygę oraz kwiatostany typu koszyczek. Jego płatki są dość krótkie, żółte, środek zaś wypełniają czarne pestki z pojedynczymi, biało-szarymi pasmami, z których – po rozłupaniu – możemy wydobyć jedną sztukę dzisiejszego bohatera, gotową już do zjedzenia. Spójrzcie na grafiki poniżej. Produkt dostępny w sklepach jest już bez niejadalnych łusek (choć takiego „ubranego” również znaleźć można). Pojedyncze nasionko ma maksymalnie centymetr długości i 2-4 milimetry szerokości oraz jeszcze mniej – grubości. Posiada spiczasty, ostro-zakończony wierzch, jasnoszary, jednolity kolor, a pokrywa je cieniutka, praktycznie niewidoczna osłonka, którą łatwo zdjąć palcami.

Masło natomiast powstaje z ich dokładnego zmielenia, co rzecz jasna można wykonać też w domu, samodzielnie – przy pomocy dobrego blendera. Aby poszło łatwiej, pomaga tutaj wcześniejsze podprażenie na suchej patelni lub delikatne podpieczenie produktu w piekarniku. Po otwarciu słoika widać wydostający się na powierzchnię czysty olej słonecznikowy, natomiast im głębiej „wejdziemy” łyżką w pastę – tym będzie ona gęściejsza. Mój produkt był delikatnie „crunchy”, ponieważ ziarna nie zostały do końca zmielone, a podczas jedzenia wyczuwa się drobinki słonecznika, z których te większe przyjemnie chrupią pomiędzy zębami. Pomimo, iż nigdy nie lubiłam struktury masła z kawałkami produktu, o tyle właśnie taka subtelna, jednolita forma jak najbardziej mi odpowiada!

Zarówno w przypadku samych nasionek, jak i masła, po otwarciu opakowania czuć bardzo przyjemny, lekko zamulający i gorzkawy zapach, moim zdaniem w miarę dobrze odzwierciedlający czekające nas doznania smakowe podczas degustacji produktu. Tutaj zaś pasta jest zdecydowanie intensywniejsza, posiada bogatszy aromat, który z większego obszaru nasion został tak jakby „skupiony” w mniejszej jej ilości. Wracając natomiast do samego posmaku, to czuć w nim lekką nutkę goryczy – takiej przyjemnej. Dodatkowo tą cudowną, delikatną mulistość, po której ma się ochotę na więcej. Najlepszą wiadomość stanowi fakt, iż oba produkty są na tyle neutralne, iż z powodzeniem wkomponują się w napoje, dania słodkie oraz wytrawne.

Gdzie zaś i po jakiej cenie można kupić dzisiejszych bohaterów? Zobaczcie poniżej, przygotowałam „zestawienie” w punktach:

  • nasionka -> łuskane, niełuskane, solone czy „w kwiecie” – do wydłubywania, dostępne wszędzie, od małych sklepików, targów, poprzez markety, na zdrowej żywności, hurtowniach i internecie kończąc; cena: ok. 5-7 złotych za kilogram
  • masło słonecznikowe -> spotykane bardzo rzadko, ja na wtorkowych zakupach miałam z nim styczność po raz pierwszy – tylko w zdrowej żywności, opcjonalnie na bardzo rozbudowanych BIO działach w hipermarketach, a także przez internet; cena: ja zapłaciłam niecałe 12 złotych za te 350 gram

Dodatkowo – co możecie widzieć m.in. na zdjęciach obecnych w tym tekście – słonecznik stanowi bazę lub dodatek wielu gotowych, dostępnych w sklepach produktów. Ja znalazłam go w paście opartej właśnie na nim, a także na rukoli. Z czystym składem, mocno cytrynową w smaku, jakiejś bodajże niemieckiej firmy, również zakupiłam ją w zdrowej żywności. Na samym dnie tekstu zamieściłam natomiast kuleczki granoli z kokosem oraz gorzką czekoladą, wegańskie, znalezione w Aldi. Jeszcze ich nie próbowałam, skład natomiast również nie wydaje się być zły. Oprócz tego, na jednej grafice możecie zobaczyć, iż pestki słonecznika bardzo często są składnikiem wielu mieszanek: z innymi nasionami czy bakaliami, takie fajne zwłaszcza do posypania, np. zupy. U mnie wersja z samą dynią, gdzie nasz bohater stanowi większość, bo aż 60% całości.

Jak jednak prezentuje się jego wartość energetyczna? W tabeli podałam zarówno dane na 100 g obu produktów, wzięte z ich opakowań, a także na sugerowaną przez producenta porcję nasion – 25 gram. O dziwo, różnica kaloryczna pomiędzy „wersją stałą a zmieloną”  wynosi prawie 100 kalorii, a to praktycznie tylko same tłuszcze, białko w ogóle się nie zmienia, a węglowodany – tylko o jeden gram. Indeks glikemiczny natomiast w tych przysmakach jest taki sam -> średni, a wynosi 35. To dobra wiadomość dla cukrzyków i osób z insulinoopornością, mogą spożywać je również uczuleni na gluten, rzecz jasna weganie, a także witarianie (jednak w przypadku masła nie może być ono na bazie podprażonych pestek). Wszystkie dane natomiast znajdują się poniżej:

                                     Kalorie          Białko         Tłuszcze      Węglowodany      Błonnik

100 g słonecznika     580 kcal          24 g              44 g                19 g                        —

Porcja (25 g)               145 kcal           6,1 g              11 g                 4,7 g                       —

100 g masła                667 kcal          24 g              53 g                20 g                       7 g

 

Teraz zaś udowodnię Wam, dlaczego koniecznie warto włączyć do swojej diety oraz regularnie spożywać produkty na bazie nasion słonecznika. Zacznijmy może od faktu, iż to jedno z najlepszych źródeł witaminy E oraz żelaza, bogactwo również fitosteroli, kwasu linolowego, błonnika, witamin z grupy B, A, D, fosforu, miedzi, manganu, cynku i magnezu.

Przede wszystkim obniżają one poziom „złego” cholesterolu w organizmie (zapobiegając miażdżycy), przeciwdziałają powstawaniu nowotworów oraz walczą z nimi, zapewniają prawidłowe funkcjonowanie dróg rozrodczych, powinny polubić je też kobiety w ciąży, gdyż pozytywnie wpływają na rozwój płodu. Dodatkowo zapobiegają tworzeniu się wolnych rodników, starzeniu się skóry, niwelują powstawanie zmarszczek, usprawniają także trawienie, dzięki sporej zawartości błonnika poprawiają pracę układu pokarmowego i są lekarstwem na zaparcia.

Dzisiejszy bohater likwiduje również stres, wspomaga pracę mózgu, pamięć, koncentrację, zapobiega skurczom mięśni, niweluje bóle głowy, pozytywnie wpływa na pracę serca oraz całego układu krwionośnego, mi.in. regulując ciśnienie krwi, zapobiegając udarom czy zawałom. Dodatkowo wzmacnia kości, zapobiega anemii, a także reguluje gospodarkę wodno-elektrolitową organizmu.

Warto jednak pamiętać, iż bardzo łatwo „wciągnąć się” w podjadanie zarówno samych nasion, jak i masła (no łyżeczką, ze słoika!). Słonecznik natomiast mimo wszystko zawiera całkiem sporo kalorii, dlatego nie jest polecany w większych ilościach osobom na diecie odchudzającej – im zaleca się spożywanie ok. 30 g dziennie tego produktu. Także obecne w nim fitosterole są porządane w diecie, jednak nie wolno z nimi zbytnio przesadzać – ponad 3 g dziennie może przynieść negatywne skutki dla zdrowia. Wspomnę tutaj, iż w 100 g dzisiejszych bohaterów znajduje się ich 322 mg -> czyli należą oni do grona najbardziej bogatych w fitosterole produktów spożywczych.

Słonecznik + słonecznikowa pasta -> zastosowanie kuchenne:

Jak wspominałam już, słonecznik stanowi element naprawdę wielu gotowych, sklepowych dań: past, chlebów, bułek, ciast, musli, granoli, owsianek, ciastek, jogurtów z wsadem, pasztetów, kotlecików, gotowych potrawek/sosów, raw barów, wielosmakowych maseł czy różnorakich mieszanek bakalii. Ja natomiast przygotowałam dla Was dzisiaj przepis na omleta-grubaska, w którym połączyłam słonecznika + masło z niego z czekoladą, zwłaszcza z tym słodkim kremem orzechowo-nugatowym. Wyszedł przepysznie, najlepiej smakuje na gorąco, kiedy to z placka – po przekrojeniu – wylewa się płynne, ciepłe jeszcze wnętrze 😛

Oprócz tego, powyżej widzicie.. hmm.. zupę mleczną? Nieważne, jednak do przygotowania tej potrawy zużyłam kawałek zamrożonego chlebka kokosowo-arachidowego, a którym pisałam w jednym z ostatnich postów. Bryłkę połamałam na większe kostki, następnie w rondelku zalałam takim mleczkiem-napojem kokosowym z Rossmanna i podgrzewałam, aż całość stała się gorąca, a ciasto rozmroziło się i nieco namiękło. W połowie tego procesu dorzuciłam jeszcze grubsze plastry banana, pod koniec zaś – ze dwie garście borówek. Gdzie tu słonecznik? Było go pełno w chlebku, razem z dynią oraz siemieniem lnianym 😉 !!

Nasz bohater miejsce znalazł także – w dwóch postaciach – w zupie-kremie od Taty. Znajduje się praktycznie za każdym razem, kiedy jem ów pyszność: zarówno w pieczywie, z którego powstają grzanki, jak i w podprażonej na suchej patelni, opisywanej wyżej mieszance. Do tego koperek bądź natka pietruszki i obiad idealny gotowy!

Pisałam już, iż słonecznik (jak również masło z niego) świetnie sprawdzają się zarówno w daniach słodkich, wytrawnych, a także w napojach. Poniżej wypiszę punktowo przykładowe pomysły, mam jednak nadzieję, iż nie ograniczą Was one – tylko jeszcze bardziej rozbudzą wyobraźnię + ochotę na samodzielne, kulinarne eksperymenty. Na dole tekstu zaś tradycyjnie znajdziecie wspominany już przepis na grubaska, czekoladowo-słonecznikowego, a pod nim jeszcze podsumowanie, aby uporządkować sobie wszystkie fakty, które dzisiaj poznaliście. Najważniejszy to chyba bogactwo witaminy E w słoneczniku oraz zbawienny wpływ zawartych w nim fitosteroli na obniżenie poziomu cholesterolu, zapobieganie przez to miażdżycy.

  • dania słodkie: owsianki (na bazie różnych płatków), słodkie kasze, ryże, bułeczki, drożdżówki, ciasta, ciasteczka, musli, granole, papki, twarożki roślinne, mleka słonecznikowe, pieczywo, omlety, naleśniki, placuszki, surowe spody, jak też kremy do tart/wypieków, raw bary, słodkie pasty kanapkowe/”nutelle”, w masłach wieloorzechowych, deserach, lodach, do posypania np. budyniu czy puddingu, w pralinach, blokach czekoladowych
  • dania wytrawne: pasty kanapkowe, twarożki na słono, zupy oraz kremy, sałatki, chleby, tarty, aby podać z nimi np. gulasz, leczo, potrawkę, pasztety, pieczenie, kotlety, klopsiki, burgery, sosy, z makaronem/kaszą/ryżem, w wytrawnej owsiance bądź jaglance, masłem natomiast można zwyczajnie posmarować pieczywo, tosta, naleśnika, kawałek ciasta bądź omleta
  • napoje: koktajle, szejki, smoothie bowl (jeśli mogę zaliczyć je do tej kategorii), czekolady, kawy oraz gęste, gorące picia, masło natomiast pysznie smakuje po prostu podgrzane + dokładnie połączone z ulubionym, roślinnym mlekiem, opcjonalnie czekoladą też czy słodzidłem
Grubas czekoladowy ze słonecznikiem
Wydruk przepisu
Czekolada i słonecznik to naprawdę pyszne połączenie. Tutaj owe produkty występują kilkukrotnie: zarówno w cieście, jak i w nadzieniu.
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 20 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 20 minut
Grubas czekoladowy ze słonecznikiem
Wydruk przepisu
Czekolada i słonecznik to naprawdę pyszne połączenie. Tutaj owe produkty występują kilkukrotnie: zarówno w cieście, jak i w nadzieniu.
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 20 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 20 minut
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. W miseczce łączymy ze sobą mleko sojowe, obie mąki, kakao, słonecznik, ziarna, ocet, sodę oraz odpowiednią ilość wody, dla zachowania konsystencji. Zostawiamy na kilka minut, aby ciasto "doszło", w międzyczasie zaś odmierzamy na talerzyku po odpowiedniej ilości każdego z kremów + szykujemy czekoladę.
  2. Na patelni, na średnim ogniu rozgrzewamy łyżeczkę oleju, następnie zaś na nią wylewamy surową masę. Rozprowadzamy po powierzchni naczynia i smażymy - pod przykryciem - ok. 3 minut. Teraz jedną połowę zapełniamy (bliżej środka), kładąc obok siebie przygotowane wcześniej masła.
  3. Następnie przykrywamy je kostkami czekolady i polewamy pozostałą łyżeczką oleju słonecznikowego. Na to zakładamy drugą ze stron grubaska, dociskamy lekko, trzymamy jeszcze mniej więcej kolejne 3 minuty. Po tym czasie odwracamy, przyciskamy raz jeszcze, dosmażamy ostatnie 3-5 minut.
  4. Potem możemy na chwilę jeszcze wyłączyć gaz i zostawić grubaska, aby podziałało jeszcze na niego ciepło z patelni. Teraz wystarczy tylko przełożyć na ulubiony talerzyk i zajadać, póki jeszcze ciepłe, a środek płynny 😀 Smacznego!!
Pozostałe informacje

Spójrzcie tylko, jak wiele tłuszczy (tych zdrowych rzecz jasna) mamy w owym daniu. Na dodatek znowu zmieściłam się w niecałym 1000 kalorii! Wracając jednak do owych makroskładników, to je czerpiemy z bogactwa słonecznika pod różnymi postaciami, kakao, czekolady, oleju oraz ziaren. Białka dostarczają nam (oprócz wyżej wymienionych) również mleko sojowe i cieciorkowa mąka. Węglowodanów złożonych - skrobia ziemniaczana, prostych zaś - słodki, czekoladowy krem.

Specjalnie zaliczyłam to danie do kategorii wytrawnych, bowiem oprócz niego nie ma tutaj tak naprawdę nic, co dodawałoby słodyczy w takiej czystej postaci. Jednak dzięki rozpłynięciu się nadzienia i jego połączeniu z ciastem, smaki idealnie się komponują, grubasek nie jest ani za gorzki, ani zbytnio mdły. Nie polecałabym jednak go ani przed, ani po treningu: ze względu na zbytnią zawartość białek + tłuszczy. Spójrzcie, poniżej przedstawiłam pełen rozkład makroskładników dla całego posiłku:

  • 966 kalorii
  • 27,27 gram białka
  • 63,88 gram tłuszczy
  • 65,5 gram węglowodanów

Podsumowanie o słoneczniku oraz maśle z niego:

  • słonecznik pozyskuje się z kwiatów rośliny o takiej samej nazwie, pochodzącej z Ameryki Północnej, a obecnie rozpowszechnionej w uprawie na cały świat: w celach ozdobnych lub kulinarnych
  • posiada ona 2-3 metrową łodygę oraz żółte płatki, środek zaś wypełniony jest nasionkami dzisiejszego bohatera zamkniętymi w czarnych łupinkach; on sam natomiast to maleńka pesteczka, o szarawej barwie i ostro-zakończonym czubku, okryta delikatną powłoką
  • można stworzyć z niego masło, poprzez zmielenie dobrym blenderem sporej ilości produktu na gładką (bądź prawie gładką) pastą; ona posiada brązowawo-szarą barwę, gęstą konsystencję, na jej powierzchni natomiast wytrąca się olej
  • oba produkty mają intensywny zapach + lekko gorzkawy, mulisty smak, dzięki któremu można wykorzystywać je do napoi, dań słodkich oraz wytrawnych; oba również są bezglutenowe, wegańskie, witariańskie, mają IG równy 35, liczba kalorii natomiast jest aż o prawie 100 większa w zmielonej wersji (tylko na korzyść tłuszczy!)
  • o ile też nasionka dostać można wszędzie – od targu, przez małe sklepiki, markety, na BIO żywności czy hurtowniach kończąc, zarówno łuskane, solone lub zwykłe (cena: ok. 5-7 zł/kg), o tyle masło to produkt trudno spotykany, w który najlepiej zaopatrzyć się przez internet bądź w dobrze zaopatrzonych sklepach z ekologicznym jedzeniem (cena: ok. 12 zł/350g -> słoiczek)
  • słonecznik to również składnik wielu sklepowych produktów: pieczywa, wypieków, słodyczy, past, pasztetów, raw barów, gotowych kotletów, mieszanek musli czy granoli, maseł, niekiedy też mlek roślinnych, jogurtów albo dań gotowych do zjedzenia od razu/po odgrzaniu
  • stanowi on skarbnicę przede wszystkim witaminy E, lecz także A, D oraz tych z grupy B; z pierwiastków prym wiedzie żelazo, za nim fosfor, miedź, mangan, cynk, magnez, a także fitosterole, kwas linolowy i błonnik
  • nasiona słonecznika obniżają poziom cholesterolu, zapobiegają miażdżycy, przeciwdziałają powstawaniu nowotworów, zapewniają prawidłowe funkcjonowanie dróg rozrodczych, pozytywnie wpływają na rozwój płodu, likwidują tworzenie się wolnych rodników, zmarszczek, zapobiegają starzeniu się skóry, usprawniają także trawienie, poprawiają pracę układu pokarmowego i są lekarstwem na zaparcia
  • dodatkowo przeciwdziałają stresowi, wspomagają pracę mózgu, pamięć czy koncentrację, zapobiegają skurczom mięśni, anemii, niwelują bóle głowy/migreny, pozytywnie wpływają na pracę serca, układu krwionośnego, obniżają ciśnienie, zapobiegają udarom oraz zawałom, a także wzmacniają kości oraz regulują gospodarkę wodno-elektrolitową organizmu
  • należy jednak pamiętać, aby nie przesadzać ze słonecznikiem – zwłaszcza, gdy jesteśmy na diecie: wtedy powinniśmy nie przekraczać 30 g produktu dziennie; warto też zwrócić uwagę na fitosterole, które w nadmiarze (3g) mogą być dla nas szkodliwe, w dzisiejszym bohaterze znajdują się ich natomiast 322 mg
  • zastosowań kulinarnych nie będę już tutaj powtarzać, gdyż są one ładnie rozpisane powyżej – ja polecam słonecznik zwłaszcza w wypieku domowego pieczywa, aby posypać zupę lub dodać do musli; masło z niego zaś – w omlecie, owsiance czy papce, np. tej z fasolą