Tahini, czyli pasta z sezamu

Cześć 🙂 Mnie jak zwykle długo nie było, ale tym razem usprawiedliwienie aż nazbyt stosowne: wycieczka szkolna. Jeśli zaś ktoś będzie chciał zarzucić mi, że „czemu nie wzięłaś komputera?”, to niech sam sobie na takowy wyjazd ze sprzętem pojedzie. Jak uda mu się przywieźć go w całości, a na dodatek skorzystać z niego podczas podróży – gratulacje, kłaniam się nisko!

Nie o tym jednak dzisiaj, a o tahini, którą to nazwą określa się pastę z sezamu, popularną zwłaszcza w krajach wschodu (ach.. hummus.. –> spokojnie, przepis też będzie). O samych nasionach rozpowiadać się nie będę, bo mam zamiar w najbliższym czasie zrobić wpis właśnie o nich. To co napiszę – sezam rośnie tak, że ma kwiaty. No i nad nimi znajdują się torebki. W nich zaś „przechowywane są” drogocenne nasionka, pełne wartości odżywczych.

A jak już przy wartościach, to szybko tabeleczka o tahini:

 

                                        Kalorie               Białko               Tłuszcze               Węglowodany               Błonnik

100 g                              659 kcal                  26,9 g                  58,2 g                       1,9 g                     10,0 g

Szklanka 240 g          1582 kcal                64,6 g                  139,7 g                        4,6 g                     24,0 g

Łyżka 12 g                    79 kcal                    3,2 g                     7,0 g                          0,2 g                    1,2 g

Łyżeczka 6 g               40 kcal                    1,6 g                      3,5 g                          0,1 g                    0,6 g

 

Jak widać, sezamowa pasta jest bogactwem zdrowych, tych naj, naj, najlepszych tłuszczy, zdrowego, cudownego białka, bogata w błonnik i zawierająca jak najmniej węglowodanów, a także pełna błonnika (jeśli pisałabym na telefonie, tutaj właśnie wstawiona zostałaby buźka z sercami zamiast oczu). Oprócz tego jest to produkt oczywiście wegański, bez laktozy, bez glutenu i z niskim indeksem glikemicznym, który wynosi tyko 35 – przez co ma działanie przeciwcukrzycowe oraz obniża poziom glukozy we krwi.

Warto przy okazji wspomnieć, że tahini w 100g ma 1160 mg wapnia. Zgadnijcie, ile mleko? Tak – zgadnijcie, nie czytajcie dalej.

Tylko 120 mg! My, weganie, to dopiero mamy moc w pożywieniu, nie? 😀 Tylko nie mówcie, że nie zjecie naraz 100 g – ja, co prawda na tzw. masie, do hummusu na raz tyle dodaję 😉

Pozostając jednak przy „sezamowych wartościach”, to do pakietu włączony jest magnez, selen, cynk, żelazo, witaminy A, E, B, antyoksydanty (ignany, przeciwutleniacze flawonoidowe i fenolowe), kwasy tłuszczowe omega-6 oraz najwięcej fitosteroli spośród wszystkich nasion + orzechów.

Dzięki żelazu pomaga walczyć z anemią, a poprzez magnez – uspokaja i odstresowuje. Obniża poziom cholesterolu, zmniejsza ryzyko miażdżycy, świetnie działa na układy: krążenia, kostny, nerwowy, trawienny i oddechowy. Ma działanie przeciwnowotworowe, zapobiega reumatyzmowi, astmie, poprawia kondycję zębów oraz jamy ustnej, niweluje działanie alkoholu w wątrobie.

To jeszcze nic! Sezam polepsza nastrój, łagodzi stany lękowe, poprawia wzrok, dodaje nam energii, usprawnia pracę mózgu, przeciwdziała starzeniu się oraz grzybicy. Dodatkowo – jakby tego było mało – ma zbawienny wpływ na skórę, jej wygląd + łagodzi poparzenia promieniowaniem UV (czyli te od słońca), a także wspomaga kondycję włosów, zapobiega wypadaniu, łupieżowi, infekcjom, pobudza ich porost i po prostu je mega-odżywia!

Okej, ale gdzie takie tahini kupić? Przez internet, na BIO działach i w sklepach ze zdrową żywnością. Ja mój słoiczek znalazłam w Rossmannie, to wersja naturalna, jednak można zdobyć też pasty z dodatkami lub z czarnego sezamu (na takową poluję najbardziej!). Warto szukać tych 100%, jednak mają one jedną, jedyną wadę – cena.

Można natomiast zrobić tahini samemu. Jest to bardzo proste, wystarczy sezam (ewentualnie lekko podprażony na patelni) mocno zmielić w młynku. Ja, na próbę, wykonałam ją domowymi metodami, jednak konsystencją sporo różniła się od tej sklepowej – miała taką podobną do masła orzechowego zrobionego samodzielnie, a w smaku również była nieco bardziej gorzkawa. Mimo wszystko, taka domowa produkcja jest świetną alternatywą zwłaszcza, jak po prostu nie mamy kilkunastu złotych na kupno gotowego słoiczka, bo w końcu paczka sezamu to rzecz tańsza. Łatwiej też kupić jest czarne nasionka właśnie, niż czarną tahinę 😉

Pierwsza próbka przedstawia kupną tahinę (która jest tak rzadka, że aż rozlała się po blacie 😉 ), druga – tę zrobioną samodzielnie oraz trzecia – nasiona sezamu białego.

Ja w tym smaku zakochałam się po pierwszej łyżeczce, jednak nie każdemu może on przypaść do gustu. Mnie jednak tahina zasmakowała do tego stopnia, że chyba nawet bardziej niż orzechowe masełko – tak, ją również jestem w stanie wyjadać łyżeczką (marząc tylko i prosząc, aby faktycznie poszło w mięśnie).

Jeśli jednak chcecie wprowadzić ten pakiet wartości odżywczych do swojej diety, a nie smakuje Wam sama pasta – mam pocieszenie! Można dodawać ją do ciast, naleśników, placków (przepis 😀 ), koktajli, szejków, napoi, gorących czekolad, kotletów, pasztetów czy zup, aby nadać im specyficzny smak.

Oprócz tego tahina świetnie sprawdzi się w lodach, owsiankach, puddingach, kaszach mannach, budyniach czy sosach (ja uwielbiam orzechowo-pestkowe właśnie!). Można posmarować nią kanapki, wafle ryżowe, zamaczać chrupki czy zrobić polewę i polać dowolną potrawę.

Warto nadmienić jeszcze, że pasta ta jest głównym, podstawowym składnikiem chałwy sezamowej oraz niezastąpionym dodatkiem..

.. hummusu! Jak go zrobić (wiem, nie wygląda apetycznie, ale smak – niebo w gębie)? Wystarczy puszkę cieciorki (lub szklankę ugotowanej) zblendować z połową szklanki tahiny, sokiem z połówki cytryny i dowolnymi przyprawami (u mnie wersja podstawowa – sól + pieprz + mielony ostropest plamisty), a pod koniec blendowania dodać ok. 1/3 szklanki ZIMNEJ wody i miksować, aż konsystencja będzie po prostu idealna. W oryginalnym przepisie na hummus dodaje się też jeden lub dwa ząbki czosnku, ja jednak pominęłam je, gdyż nie mogę jeść na surowo tego warzywa. Ciecierzycową pastę oczywiście fajnie podkręcić różnymi dodatkami, np. wędzoną papryką czy ziołami, ja nawet jadłam kiedyś pyszną wersję z czerwoną kapustą – jednak oryginał to zawsze oryginał 🙂 dla mnie proporcje z tego przepisu starczają na dwie porcje pasty.

Chałwowe placuszki dwu(trzy)składnikowe
Wydruk przepisu
Chałwowe placuszki dwu(trzy)składnikowe z polewą z tahini
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 5 minut
Czas oczekiwania
10 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 5 minut
Czas oczekiwania
10 minut
Chałwowe placuszki dwu(trzy)składnikowe
Wydruk przepisu
Chałwowe placuszki dwu(trzy)składnikowe z polewą z tahini
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 5 minut
Czas oczekiwania
10 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 5 minut
Czas oczekiwania
10 minut
Składniki
Placuszki
Polewa chałwowa
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. W miseczce rozgniatamy widelcem banana, dolewając przy tym odrobinę wody. Następnie dodajemy mąkę, później - tahinę. Mieszamy do uzyskania gładkiej masy z pojedynczymi grudkami. Powinna być gęsta, nie rozlewać się.
  2. Na patelni rozgrzewamy olej (choć jeśli jest dobra, wcale nie trzeba go dodawać), następnie wykładamy masę na placki. Z ciasta wychodzi 5 sztuk. Smażymy na niewielkim (ale nie najmniejszym) ogniu, po 5 minut na stronę.
  3. W międzyczasie przygotowujemy polewę. Najpierw sezamową pastę bardzo energicznie łączymy z ok. 3 łyżkami wody, opcjonalnie możemy dodać jeszcze dodatki - syrop z agawy, daktylowy, klonowy, kakao, karob, melasę czy posiekane orzechy/daktyle.
  4. Placuszki przekładamy na talerz, polewamy, ewentualnie posypujemy jeszcze jakimiś rodzynkami, sezamem czy coś w tym stylu 😉 Smacznego!
Pozostałe informacje
  • ciasto podstawowe na te placuszki składa się tylko z banana i mąki, a z kombinacjami smakowymi śmiało można eksperymentować. Ja mam w planach na pewno karobowe 🙂
  • tak samo polewa może być zupełnie inna, śmiało zastąpcie chałwową sosem czekoladowym czy bitą śmietaną z aquafaby. Jeśli zaś bierzecie placki do lunchboxa (co jest bardzo dobrym pomysłem) - nie musicie jej w ogóle robić

Tahini – podsumowanie:

  • można kupić ją przez internet, na działach ze zdrową żywnością lub BIO marketach, ale fajnie jest też wykonać tą pastę samodzielnie – wystarczy (ewentualnie lekko podprażone) ziarna sezamu dokładnie zmielić w młynku, opcjonalnie dodając dodatki smakowe
  • tahina jest dosyć kaloryczna, jednak to samo zdrowie! zawiera najlepsze tłuszcze, białko, błonnik, 10x więcej wapnia niż mleko, magnez, żelazo, cynk, selen, witaminy A, E, B, antyoksydanty, kwasy tłuszczowe omega-6 oraz fitosterole
  • jest to produkt odpowiedni dla cukrzyków, osób z insulinoopornością, na diecie wegańskiej, wegetariańskiej, bezlaktozowej, bezglutenowej czy po prostu dla osób, które chcą urozmaicić swoją dietę o wszystkie właściwości sezamu..
  • .. bo jest ich sporo –> działa on bowiem na każdy nasz układ, poprawia wygląd oraz kondycję zębów, jamy ustnej, oczu, włosów czy skóry, przeciwdziała wysokiemu poziomowi cholesterolu, miażdżycy, reumatyzmowi, nowotworom, astmie, starzeniu się, uspokaja, pobudza mózg do pracy, łagodzi poparzenia.. – a to jeszcze nie wszystko!
  • smakuje świetnie samodzielnie, jednak można dodawać go dosłownie wszędzie – oprócz tego, że stanowi bazę chałwy i hummusu, z powodzeniem sprawdzi się w wypiekach, plackach, naleśnikach, kotletach, pasztetach, zupach-kremach, sosach, polewach, lodach, owsiankach, puddingach, napojach, czekoladach do picia czy na kanapkach