Wszyscy znamy i uwielbiamy: kakao. Przepis, który „zaczekoladzi” nas na całą jesień ;)

1: Czy kakao to przyprawa?? Bo w sumie nie miałam dla niego lepszej kategorii..

2: Jak będę miała dzieci, to pierwsze, czego je nauczę, to że kakao jest gorzkie. Posłuchajcie opowieści o małej Adze, która chodziła do pierwszej klasy podstawówki:

Na pewnej lekcji przyszła pani i mieliśmy rozmawiać o smakach. Wiadomo, najpierw podstawy: sól – słona – nikt nie chce spróbować, cukier – słodki – zgłasza się kilkunastu słodyczocholików do degustacji, kakao – gorzkie..? Eee. Wszyscy tak mówią, tylko mała Aga jest święcie przekonana, że kakao jest słodkie. Cóż, tak to bywa, kiedy karmiono Cię w dzieciństwie „pseudoczekoladowymi napojami”. Spotykając się ze sprzeciwem nauczycieli oraz innych uczniów, pewna swoich racji dziewczynka bierze obiema rękami po pełnej garści brązowego proszku.

Koniec końców siedzi cała brudna, próbując zjeść kakao, aby uchronić się przed wstydem i porażką, strzepując je, gdzie tylko się da (a takie proste to nie jest!). Więc.. Taka prawdziwa historyjka, a kiedy ją sobie przypominam, to zawsze robi mi się cholernie wstyd oraz przykro na sercu. Jak mnie upokorzono!!

Teraz na szczęście (w pewnych kwestiach 😉 ) nieco zmądrzałam, dlatego przejdźmy może do prawidłowej części wpisu – czyli do samego w sobie kakao. Ja od zawsze kupuję DecoMorreno i nie jest to wpis sponsorowany (taa.. jak na razie to ze mnie początkująca blogerka, nikt nie da złamanego grosza). Po prostu ono jest najbardziej gorzkie, najsmaczniejsze i gości na rodzinnych półkach od pokoleń.

Ma kolor ciemnobrązowy, jest bardzo drobne, sypkie i wszędzie się lepi. Smak ulubiony, wspaniały, ale oczywiście jako dodatek. Wyrazisty, mocno gorzki. Gdzie kupić? Niekoniecznie to, ale jakiekolwiek inne kakao? Znajdziemy je w każdym, najmniejszym markecie czy spożywczaku, choć istnieją również różne droższe, jakieś tam bio czy z niewiadomo jak bardzo kontrolowanej uprawy drzew kakaowych.

Tak, gdyż produkt ten rośnie na kakaowcach, otulony grubą skorupą. Aby uzyskać 0,5 kg kakao, jakie kupujemy w sklepie, potrzeba całorocznych zbiorów z jednego drzewa! Zbieranie ich jednak nie jest takie proste, bo owoce są delikatne, dlatego cała praca musi być wykonywana ręcznie.

Przejdźmy jednak do produktu samego w sobie. Producent pisze, że jest to kakao o obniżonej zawartości tłuszczu kakaowego, która wynosi 10-12%, doskonałe do napojów oraz niezastąpione w wypiekach. Znajduje się tutaj też przepis na napój czekoladowy. Mówi on, że trzeba wymieszać łyżeczkę naszego bohatera z dwoma łyżeczkami cukru, wlać niewielką ilość wody, a całość zalać mlekiem. Ja moje kakałko robię jednak inaczej i prościej –> wystarczy łyżeczkę proszku zalać gorącą wodą, dodać 1-2 tabletki stewii, można również opcjonalnie dołożyć jakiś smakowy dodatek – np. łyżeczkę nierafinowanego oleju kokosowego, odrobinę mleka roślinnego czy słodzik zastąpić syropem klonowym, daktylowym lub z agawy.

O kulinariach jednak jeszcze będzie. Jak na razie spójrzmy na grafikę u góry po prawej, przedstawiającą tabelę z kalorycznością oraz makroskładnikami kakao. Dokładne dane, tradycyjnie na 100 gram, możecie przeczytać poniżej, ale ja je po prostu przepisałam z opakowania. Należy jednak pamiętać, że jest to typ niskotłuszczowy, więc jeśli używacie takiego pełnego, to musicie obliczenia wykonywać najlepiej z aplikacją, gdzie istnieją różne rodzaje produktu.

 

Kalorie                  Białko                Węglowodany                 Tłuszcze                Błonnik

303 kcal                  23,5 g                  13 g                                   10,5 g                      —

 

Aha, brak błonnika nie oznacza, że kakao w ogóle go nie ma. Nie zostały te wartości po prostu podane na opakowaniu, a nie chcę tutaj posiłkować się innymi stronami, bo wtedy ich kaloryczność i rozkład makro nie będą zgadzały się z tym używanym przeze mnie.

Wspomnę jeszcze, że indeks glikemiczny naszego dzisiejszego bohatera jest niski, gdyż wynosi tylko 20. Oczywiście to produkt w 100% wegański, bezglutenowy, nie zawiera również laktozy. W większości kakao jest surowe, choć chyba istnieje także takie z podprażanych ziaren. Mnie ta wiadomość zbytnio się do niczego nie przyda, lecz warto sprawdzić zwłaszcza, jeśli jesteście witarianami.

Jednak czy warto ów brązowy proszek włączyć do swojej diety?? Zaraz wszystko napiszę, więc kilka akapitów i już się dowiemy całej gamy informacji na jego temat. Zacznijmy może od tego, że takie nieprzetworzone kakao, najlepiej w ziarnach (o którym będzie za jakiś czas oddzielny post, ten poświęciłam tylko proszkowi), nazywane jest ze względu na swoje cudowne właściwości „pokarmem bogów”, a już bardzo starożytni ludzie znali jego magiczne moce. Ba, w Ameryce były cenione bardziej niż złoto, można było kupić za nie inne, mega cenne towary.

Po pierwsze należy wspomnieć, że spożywanie kakao zmniejsza ryzyko śmierci na zawał aż o ponad połowę, obniża ciśnienie i korzystnie wpływa na układ sercowo-naczyniowy. To dzięki zawartości flawonoidu – epikatechinie. Niestety, jest ona usuwana z produktów czekoladowych, ponieważ odpowiada za gorzki smak brązowego proszku. Dlatego najlepiej wybierać właśnie surowe ziarna, świeżo zmielone kakao lub ewentualnie gorzką czekoladę.

Oprócz tego zawiera najwięcej antyoksydantów ze wszystkich produktów spożywczych, a dzięki posiadaniu bariery ochronnej na wolne rodniki – przeciwdziała starzeniu się. Dodatkowo jest to prawdziwa bomba magnezowa, dlatego kakao chroni przed stresem, działa pozytywnie na układ kostny, mięśniowy, prawidłową pracę serca i lepszy przepływ krwi.

Ten produkt świetnie przeciwdziała również anemii (żelazo), cukrzycy oraz skokom cukru we krwi (chrom), podnosi poziom hormonu szczęścia (przez co pozwala walczyć z depresją, stresem oraz lękami), a dzięki spożywaniu kakao możemy – np. po wysiłku fizycznym – utrzymać stan potreningowej euforii na naprawdę długi czas.

Dzisiejszy bohater poprawia także skupienie oraz czujność (fenyloetyloamina), odpowiedzialny jest za tworzenie hemoglobiny (mangan) oraz erytrocytów (miedź), wpływa pozytywnie na układ odpornościowy (cynk). Zawiera także witaminę C oraz kwasy tłuszczowe omega-6.

Niestety, posiada również kwas szczawiowy i kofeinę, jednak ten pierwszy nie występuje w nieprzetworzonym kakao, kofeina natomiast pojawia się w małych ilościach, a nie dość, że nie stymuluje układu nerwowego, to jeszcze wspomaga sercowo-naczyniowy.

Można więc – patrząc na powyższe informacje – spokojnie stwierdzić, że warto włączyć do swojej diety ten brązowy proszek zwłaszcza, że nie wymieniłam jeszcze wszystkich właściwości! Na dodatek kakao nie jest zbytnio kaloryczne zakładając, że przecież w dużych ilościach to go zjeść nie możemy 😉 zawiera także sporo białka oraz zdrowych tłuszczy!

Kakao w kuchni:

Jeśli jesteśmy przy tematach kulinarnych, to wszyscy na pewno kojarzą kakao z ciastami, murzynkami i muffinami, ponieważ jest ono wykorzystywane głównie na słodko. Świetnie sprawdzi się we wszelkich wypiekach, naleśnikach, plackach, omletach, a także owsiankach, budyniach – np. to mega-czekoladowe cudeńko, papkach, jaglankach, lodach, jogurtach, puddingach, deserach czy kremach. Można stworzyć z nich np. domowe czekoladki na oleju kokosowym (widoczne w owsiankach powyżej), w ogóle czekoladę, krem lub smarowidło, a także dodać np. do mleka roślinnego (podczas produkcji) czy masła orzechowego.

Mało kto jednak wie, że istnieje też naprawdę dużo przepisów na gulasze, potrawki czy sosy do dań „na słono”, gdzie dodaje się kakao właśnie. Niektórzy ów smak bardzo lubią, innym połączenia te niezbyt przypadną do gustu. Nie potrzeba tu jednak wielkiej filozofii – wystarczy do dowolnie przygotowanego dania wsypać 2-4 łyżki, a nawet więcej – jak kto lubi. Może poeksperymentujecie też z brązowym proszkiem w burgerach i pasztetach?? Powinno być ciekawie, muszę spróbować zwłaszcza, że jest to takie zdrowe!

Na powyższym zdjęciu widać zrobioną przeze mnie ostatnio czekoladową owsiankę. Do 200 ml mleka sojowo ryżowego (choć może być woda lub ulubione roślinne) wsypałam 50 g płatków kukurydzianych, łyżkę kakao, łyżkę ksylitolu, pokruszyłam dwie kostki czekolady 85% (ulubiona!), wkroiłam banana oraz dwa daktyle, następnie gotowałam ok. 10-13 minut, co jakiś czas mieszając i rozgniatając owoc, aby stworzył z pozostałymi składnikami papkę. Niebo!

Nie wspomniałam jednak jeszcze o możliwościach kakao w napojach. Nie tylko ten, na który przepis był powyżej, ale także kawy smakowe, musy do picia, żele, różne koktajle czy szejki. Poniżej natomiast przepis na jesienną rozpustę, tak czekoladową, że ja – choć minęło od zjedzenia już kilka dni – wciąż mam dość kakao 😉 jest gęsta, ale w taki sposób, że można ją albo pić, albo wyjadać łyżeczką 😛 Istnieje dosłownie tylko jedno, jedyne słowo, jakie jest w stanie określić słoik wypełniony tym po brzegi: rozpusta. Nie ma innego!

Jesienna, czekoladowa rozpusta
Wydruk przepisu
Czekoladowo-kokosowy, pożywny deser lub śniadanie, który zasłodzi i "zaczekoladzi" na najbliższe kilka tygodni
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Jesienna, czekoladowa rozpusta
Wydruk przepisu
Czekoladowo-kokosowy, pożywny deser lub śniadanie, który zasłodzi i "zaczekoladzi" na najbliższe kilka tygodni
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Porcje Czas przygotowania
1 porcja 25 minut
Składniki
Porcje: porcja
Sposób przygotowania
  1. Do rondelka przekładamy rozmrożone puree, wlewamy mleko, łamiemy 2 kostki czekolady i dosypujemy kakao. Całość podgrzewamy na średnim ogniu do wrzenia, a potem na małym - przez około 5-10 minut, aż masa w miarę zgęstnieje.
  2. Następnie dzielimy ją na dwie części. Do jednej przekładamy mniej więcej 30 gram ekspandowanej gryki, dokładnie mieszamy. Do drugiej natomiast przelewamy połowę przygotowanego mleczka kokosowego, trzymamy do bulgotania, a potem - około 4-5 minut.
  3. Kiedy wszystko jest gotowe, na dno słoika układamy w kolejności: trochę pozostałej gryki, ze dwie łyżki mleczka, całą masę z ekspandowanym ziarnem, pół kostki czekolady, trochę gryki, tyle samo mleczka, co na dole, całą warstwę kokosową, kolejne pół kostki czeko, a na wierzch kleks z kokosowego mleczka (lub piankę 😉 ), całość posypujemy jeszcze resztą dmuchanego zboża.
  4. Pałaszujemy, choć dam głowę, że po połowie będziecie mieli już dość 😀 ale zjedzcie całe, na zdrowie! Smacznego 🙂
Pozostałe informacje
  • najlepiej użyć tylko gęstej części śmietanki kokosowej - wtedy na wierzchu deseru powstanie ładna, stylowa pianka - ja jednak miałam (jakimś dziwnym cudem!) w spiżarce mleczko o złym składzie, a wiadomo, że przy takim czymś na stwardnienie jednej z warstw nie ma co liczyć :/

Kakao – podsumowanie:

  • można kupić odtłuszczone lub pełne, w dosłownie nawet najmniejszym markecie, normalnie powinno zmieścić się do 4-5 zł, choć istnieją również takie bio, zdecydowanie droższe, a także surowe ziarna kakaowca
  • kakaowiec to roślina, z której wytwarza się dzisiejszego bohatera – lecz można to robić tylko ręcznie; praca ta jest o tyle ciężka, że poprzez całoroczne zbiory z jednego drzewa uzyskujemy tylko 0,5 kg kakao, które kupujemy normalnie
  • sam produkt zawiera sporo białka i zdrowych tłuszczy, a także ma niski, wynoszący 25, indeks glikemiczny; kiedyś, w starożytności, w Ameryce był cenniejszy niż złoto, nazywany „pokarmem bogów”
  • właściwości ma naprawdę piękne! m. in. obniża ryzyko zawału o ponad połowę, wpływa pozytywnie na serce, układy sercowy, krwionośny, naczyniowy, kostny, mięśniowy, odpornościowy, zapobiega nadciśnieniu, cukrzycy oraz starzeniu się
  • dzięki posiadaniu największej ilości antyoksydantów, a także wielu pierwiastków, pomaga również utrzymać stan potreningowej euforii na dłużej, poprawia koncentrację oraz nasze samopoczucie, jest niezastąpione w walce ze stresem, depresją, stanami lękowymi.. jesteśmy po nim zwyczajnie szczęśliwsi!
  • to jednak nie wszystkie pozytywne właściwości brązowego proszku; niestety, zawiera on też kwas szczawiowy oraz kofeinę, na plus świadczy natomiast fakt, że w niewielkich ilościach, a w surowym kakao praktycznie nie ma tego pierwszego, kofeina zaś może mieć również pozytywne działanie
  • w kuchni kakao wykorzystujemy w napojach (koktajle, napoje, kakałko, szejki..), na wytrawnie (gulasze, sosy, potrawki, opcjonalnie kotlety czy pasztety) oraz – najpopularniejsza możliwość – na słodko (wypieki, słodkie bułeczki, omlety, placki, naleśniki, kremy, czekoladki, czekolada, smarowidła na chleb, lody, desery, puddingi, budynie, owsianki, jaglanki oraz wieeeleee innych) no, smacznego 😀 😀